18 maja, 2006

Groźby skargi i zażalenia...



pisze tu o swoich paranojach, marzeniach np. o tancach na polu orzechów z wymarzonym onym ale po tak odważnym pokazywaniu swojego ja pojawiają się skargi, pojawiały się już różne grożby od różnych, ostatnio i Tymbcia z Antołówki(co ma we drzwiach pałasz, a w oknie kozaka) się do mnie poskarża, że żle pisze, że to jej przeszkadza, że zazdrosc czuje i to na potęgę, grozi mi że będzie gorące podtrzymywać stosunki z tym o którym pisze, a i oto fragmet listu by nie wyszło na to, że zmyslam czy tez znów popadam w jakowes nagie, kwadratowe paranoje, prosze : "ja wiem o kim myslisz! o moim Carterze!Tumor to pseudo Cartera! jak mogłas, ufałam ci mówiąc o mej goracej miłosci do Cartera Piacha Remundozy. ja ci Serpentyno Scarletto Maryjo Kapadocjo Gonzalez pokaże! uwiode La Tosska de Katechetez i zatanczymy namientne tango na twej plantacji orzechów! jeszcze zobaczysz! mam nadzieje, że ci zblednie ten usmiech na twojej twarzy~! Twa dawna powierniczka . Mortadella Anna de Kurtyna Gonzaga" .... otórz najdroższa Tymbciu( pod pseudonimem tak długim ze niestarcza mi palców), w odpowiedzi na twoje łkania i pokazaną wyraźnie nienawisc do mojej skromnej osoby zapraszam cie na zupe cebulową w restauracji u Tetmajera, tam się spotkajmy i rozwiazmy davne porachunki.

17 maja, 2006


kolejka to nijaka, ni mała ni duża, ni to do lekarza, ni to poprostu do mężczyzny, nie wiadomo może bardziej kolejka do meżczyzny niż do lekarza, który nieistnieje, kolejka do doktora Tumora Mózgowicza, w której ja czekam na niego na starym stołku z bukietem kwiatów.ale tyle on ma propozycji od pacjentek, że boje się jeno tego zeby zwrocił on na mnie uwagę, a żeby go nieprzestraszyć zakrywam moje dzikie oczy,które albo to mogą zjeść albo zranić albo pocieszyć. Doktor Tumor po tej pracy, idzie do następnej, jest katechetą, i jak i w doktorze tak i w katechecie dziewczenta się kochają.dalszy ciąg nastąpi i rozjaśni historie...albo i nie nastąpi on n i g d y
Chwile ciszy dobrze nie wróżą bo może jest to cisza przed burzą

15 maja, 2006


pare dni temu było ze mną co tu mówić, napravde źle bardzo...,rożne głupio-ciemne myśli w natęzeniu 99 na 100 przechodziły mi przez głowe, ale wybrałam ja się z dziewczentami z grupy art. ') na noc muzeów...jakby oglądanie przecudnej urody tkanin i kieślowskiego tworów zeszło na drugi plan...w muzeum włókiennictwa, my dziewczęta tańczyłyśmy wzdłuż i w wrzesz sal- walca do muzyki z ziemi obiecanej, a z kolei w muzeum kinematografii zasiadłyśmy do starego pianina we trzy i zagrałyśmy swój numer popisowy, nie będe mówić dużo o windzie, która się zacięła i o przecudownych zakamarach fabryk .powiem jeno jeszcze o tym jak przechodząc koło 19 wiecznych krzeseł fabrykantów, Danka mrukeła pod nosem: ależ bym sobie na tym usiadła..., a ja na to: Danuto, jestem pewna że to zrobisz i co? podchodzi do nas pan w meloniku niczym wyjęty z tamtych lat i mówi : niech urocze panie zasiądą. Co za przyjemność! cóż za magia!. ta ra ra ra Łódź, nasze często dobijające nas miasto objawiło się nam tej nocy przepięknie, naprawdę przemiło.kónuec

12 maja, 2006

Codzienne zatramwajowanie #dva

Wsiadam do tramwaju, na tym samym przystanku, co zwykle i proszę tylko żeby tramwaj nie wybuchł bo wsiada do niego jejmość z pasem granatów, jest rozwcieczona, zła, rozżalona...

Nie jestem jedyną osobą, która jejmości nie widzi, jedynie patrzy w jej wnętrze...bo panią z granatami jestem ja. Tuż po kłótni z mamą, której żałuje coraz bardziej z każdym, kolejnym przystankiem...

Gdzie stoję? W tym przypadku to ważne, między dwoma parami, które patrzą sobie w oczy.

Stoję nad jedną z nich jak zniecierpliwiony anioł stróż bądź straż, który został wynajęty przez najwyższego na to miejsce, do tego tramwaju z numerem 12. Chłopak-wpatrzonej w niego dziewczyny między pocałunkami i spojrzeniami w jej oczy, spogląda na mnie ale tak jakby mnie nie widział, jak by patrzył przeze mnie. Tak...racja...w końcu jestem aniołem z granatami, a aniołów się nie widzi. Za to ja mogłam patrzeć na nich do woli, a miny i spojrzenia chłopaka przypominały mi czyjeś, niegdyś bardzo ważne dla mnie... . W moim wątpliwym anielim ciele mieszały się różne uczucia..., byłam skupiona na parze, a po czerwonych przewodach i kanalikach biegły szybko myśli o samotności, kochaniu, o mamie, o kłótni i o tym co najstraszniejsze...

Czy anioł powinien o tym myśleć?

O ... to już mój przystanek(...)

Wchodzę po schodach, i myśle, a raczej proszę w intensywnym skupieniu myśli :niech ktoś czeka na mnie pod drzwiami... . Spotykam jednego z paru ludzi znienawidzonych przeze mnie- sąsiada z czerwoną twarzą, przechodzę obok niego, rzucając celowo anielski pył by zmądrzał i zczłowieczał.

Jeszcze siedem schodów. Drzwi. Brązowa plama. Nikogo nie ma. Otwieram i już na klatce zostawiam pare łez jak granaty, później w progu, w przedpokoju, na butach, na sierści kota i dalej na balkonie gdzie próbuje złapać powietrze ...i znów myślę o najstraszniejszym. Czy anioł powinien o tym myśleć? Na pewno jutro będzie w gazetach że jegomość z nieba, wypuścił do łódzkich tramwajów kilka aniołów-falsyfikatów.


10 maja, 2006


Cóż ...robota goni robotę ale to nie przeszkadza mi w rozmyślaniu o jakimś cukrowym, złotoszczerym lub szczerozłotym z sercem wielkim onym, ...,myślę także o tym że czas... wybrać się na przechadzkę z zorką pięć,po mieście by porobić kilka zdjęć gdyż nawet słońce nie karze na siebie czekać i wszystko jest co do szczęścia potrzebne mi, by uciec na chwile z tego Świata, jestem jakże zmęczona niektórymi ludźmi i ich zachowaniami(również i sobą) wiec znów siedzę tu miedzy kinem, a kościołem (w kleszczach dwóch jakże różnych scen), podjadam śledzika dwoma lewymi zębami, opieram brodę o rękę prawą patrząc na drzewa, na których najjaśniejsze ich fragmenty można dostrzec na samej górze ich koron, a to słońca zasługa, które jeszcze świeci, a godzina jest poźno-popołudniowa bo prawie 18., do czego po długiej zimie przyzwyczaić się, nie jest mi łatwo. Do rzeczy, do rzeczy... opieram brodę na prawej ręce, lewą rękę mam w kosmosie jak i całą głowe, i myślę że na tym drzewie nie ma tylu liści ile mi przechodzi teraz przez głowe myśli(hm?). . Musze przemyśleć jak tu pisać o czym…zaraz coś wymyśle, może jutro pojawi się tu coś zupełnie innego , nowego. Jestem znudzona moimi nawet-nie-wywijastymi literkami. Bababalubaba .never over pulover. La coca-cola la mortadella, la dolce vita.ciao

09 maja, 2006



nie...dzis znów nie moge napisac ze wszystko jest w porzadku do konca, nie jest dzis najlepszy dzień, brak mi cholernie kogoś kto teraz wyjdzie ze mna na kawe , bo dziś akurat mam wolny wieczór, on też ma czas wiec chetnie się spotka, ale nie ma takiego bo gdzies sie schował gdzies sie poprostu ukrył, wiec staram sie za dnia siedziec jak najdłuzej na sienkiewicza, a to w parku, a to w domu,wiele godzin na rowerze spalajac tam swoja złość i zbędna energie... i tu robic co kolwiek czerpiac skads zupełnie niewidzialna moc, niż w domu byc sam na sam gdzie dostaje paranoji kwadratowych, zamieniam sie w tornado jakiego nikt davno nie widział, tornado z kongo które najpierw robi totalna rozpierduche w pokoju pozniej zas rzuca sie na łożko, nastepnie probuje zabrac sie do roboty co czasem sie udaje...czesto konczy tez na balkonie rysując swoje myśli. oto dwie z nich: W pierwszym dla odczytujacych, nieodczytujacych, odczytanych,nieodczytanych i oczytanych (dla tych którzy nie moga sie odczytac,prosze bardzo- pismo kompyterowe) : wierszyk z rysunku 1: Wyzszosc, co tylko sie jemu wydaje ze moze o kazdej porze, ja tak poprostu miec, na wieczór po 18, przy zupie, przy sniadaniu, na zawołanie, a na-ta-pcza-nie? ... t e ż nie! . tekst do obrazka nr2: Pan Perysław wyjadawszy orzechy nie zauwazył Amfardy w bucie obcasowym znanym Tu i Tam jak i ona sama(znana), atakująca męzczyzn wyjadających...

Click here to watch '06---Dyer-Maker'

05 maja, 2006



Duna poszła spać, miles wyszedł, został stad wyrzucony za pomoca kwadratowego guzika, a zastapił go jakis carl allen. zostałam sama, mam czas na pisanie i nadrobienie tego co juz stracone, siedze własnie w miejscu calkiem nowym, które przyniosło nowe pomysły nowe odczucia i zupełnie cos swiezego i przyjemnego. Nadal odczuwam samotnosc i im wiecej wiosny tym bardziej brakuje mi kogos, podłogi piszcza, sciany krzycza bezglosnie, a ja z nimi i przyznaje ze pod tym wzgledem jest mi zle, ale niewypada mi sie do tego przyznac bo podobno kobiecie niewolno (choc juz to zrobiłam) sciana i podłoga tez nie powinny marudzic bo sa martwe, albo poprostu nie bierzemy ich zbyt serio..Z weselszych i dokonanych, byłysmy wczorajz Duna na Hi way, a po nim brzuch miło pobolewał od smiechu, napravde drodzy panstwo, nie bede mówić o małych i dużych przedsiębiorstwach, bede mówić o ludziach którzy cos przedsiębiorą i robią to z pasją, ale mnie pisanie idzie niezbyt gładko i jak by moze i z pasja ale lekka nadwyrezona i lekkiego pióra alboczli palucha ja nie mam także że sie z tego wytłumaczyć musze...dzieje sie tak ponieważ długo nie prowadziłam tego typu przedsiewziecia jak pisanie sieciowym w znaczeniu internetowym slangiem.byc moze napisze jeszcze jutro jak przegryze to przez noc. a na koniec do pana F....dwa slowa...a miedzy nimi cos wplatane...j a t e z

04 maja, 2006

siedzimy z Duna w sienkiewiczowsko krakowskim mieszkaniu, jest przemiło, dzwony bijace regularnie ustawiaja nas do pionu i miło budzą nowe miłe mysli, miles siedzi z nami, stoi w salonie, przygrywa od czasu do czasu na trabce w przerwie miedzy drinkami. i juz wiem kto jest kto i co jest co, ide do nich , duna i miles siedza sami. ach...jakie to moje posty ostatnio niewyrazne i mało mówne . do pozniej.

03 maja, 2006


vitam ponownie, blog zaniedbałam bo albo to roboty dużo albo to wolne iec zaraz wyskakuje na obiecanego samej sobie psa we mgle z przyjaciolka Doo. jeszcze mam 4 dni wolnego na szczescie, moze uda mi sie gdzies wyjechac, a dopiero co wróciłam z bardzo ciekawego wyjazduu pana Lu., wyjazd pełen wrażeń i nowo poznanych bardzo fajnych ludzi...napisze więcej jak będe miała czasu wiecej. narazie czekaja na dole i wolaja przez okna i zrzucaja z krzesła bo kolejka do komputera jest niemała.

28 kwietnia, 2006

itam!itam!~jeno zapomniałam o przesławnym "V" na początku a po polsku "W" a wiec Witam! promienie skośnie wpadają przez okno. grzeją w plecy, jakby troche ostatnimi czasy schowałam się do pozdziemia, nie bede tłumaczyć cop to znaczy kazdy zrozumie sobie jak chce, ale dobrze mi tu w nim. cicho spokojnie i miło. koncze bo musze napisze jeszcze jak wychyle głowe z podziemi.

19 kwietnia, 2006

"I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to -- i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskonczone przestrzenie nieziemskiego świata." Kazimierz Przerwa-Tetmajer




stan nie minal i jak zadko moge zlokalizovac co go povoduje tak teraz wiem doskonale, samotnosc. futrina pusta. niech ktos oddwiedzi niespodziewanie.jak i ja to czynie czasem. moze ja odwiedze kogos kto tak samo potrzebuje tego jak ja. Albo zupelnie na odwrot... wyjechac bardzo daleko.nikogo nie znac. z nikim nie zastanawiac sie nad niczym waznym. z nikim nie musiec rozmawiac. nic nikomu tlumaczyc.na nikogo wiecznie czekac.tylko na konduktora, którego na szczescie nie kocham, ktory sprawdzi mi bilet i podaruje mi swoj usmiech na który nieczekałam tak długo jak na uśmiech kogoś zupełnie innego.usiade gdzies w barze.nikt tam mnie nie bedzie znał. nikt nie bedzie mnie pytał czy czasem mnie nie uraził. tylko kubanczyk barman zapyta z którym mnie trzyma 5 minutowa wiez ludzka,czy drink nie jest za słodki. ...ale zyje tu i czekam, ze wpadnie tu ktos, ze usiadzie, usmiechnie sie do mnie jak konduktor. nic nie bedzie mówił. bedzie. czekam.

18 kwietnia, 2006




vycieczka do miast swiętych udana. fajny dzien. ale teraz mnie złapało za noge coś bardzo nieprzyjemnego co zwane jest kryzysem, moze ze zmeczenia, moze i nie. niech znika.

17 kwietnia, 2006

Jesteś taki wiecznie zajęty
Ciągle patrzysz w przeciwną stronę
Wiesz, że jedno twoje spojrzenie
To mi zwróci, co już stracone
Ja mam tyle wolnych wieczorów
Wtorków piątków i niedziel
Więc chciałam cię kiedyś zobaczyć
Chciałam ci kiedyś powiedzieć

Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham to się mylisz
Ja ci mogę to przecież w każdej chwili
Wyszeptać wyśpiewać powiedzieć jak wolisz
Tak szybko w dwóch słowach lub całkiem powoli
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham jesteś w błędzie
Ja ci przecież to mogę zawsze i wszędzie

A ty jesteś taki uparty
Ciągle patrzysz w przeciwną stronę
Wiesz, że jedno twoje spojrzenie
To mi zwróci, co już stracone
Ja mam dość pustych wieczorów
Wtorków piątków i niedziel
Więc chciałam cię dzisiaj zobaczyć
Chciałam ci w końcu powiedzieć

Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham to nie wiesz
Ile tracisz przez takie myślenie
Ile tracisz
Wieczorów przy świecach i ranków przy kawie
I zaklęć tysięcy
I marzeń na jawie
Jeśli myślisz, że ja cię nie kocham to pół biedy
Ja ci przecież to powiem tylko, kiedy?
 
  Posted by Picasa
klimaty krakowsko sienkiewiczowskie, z jednego okna widac wierze koscioła z innego stare kino letnie Tatry. swierzosc, energia, i coś nigdy-nie-nazwanego co dodaje energii. bardzo sie ciesze, wszytko zaczyna sie układać, zamieszczam zdjecia z magicznego mieszkania krakowsko sienkiewiczowskiego. kolejna rzecz która uswiadomiła mi jak szybko wszystko sie zmienia i jak miłe niespodzianki czekaja w zyciu...eh...oddech, oby na dłużej.

15 kwietnia, 2006

Click here to watch 'Steve-Reich-Kronos-Quartet-Pat-Metheny---Different-Trains---Electric-Counterpoin'

szcześliwych Świąt

zlotych jajek, żółtych kurczaków, niebieskich ptaków, czyżyków, pieśni ptasich, radości, miłości, pisanek na których wyświetlą się magicznie- najpiękniejsze na świecie rzeczy, bukietów z tulipanów których zapach przepełni cały dom. szczesliwych Swiąt!

13 kwietnia, 2006

Filmas:Symbolicum. moze i mnie sie uda polknac natłok natrentnych mylisi, ktore non stop przewijaja sie przez glowe w postacji ryby(?!) ke? ke? ke? ke?
Śpię, w śnie słyszę trąbkę..., nagle się zerwałam, wychodzę w pidżamie na balkon, a pod oknami orkiestra...gra besame mucho,...miło tak zacząć dzień, ile to mi radości sprawiło i dodało energii, pięknie się tak przebudzić .po za tym kojarzy mi się to bardzo z dzieciństwem kiedy to orkiestra przychodziła częściej pod okna jak już zaczynało się robić ciepło, jako mały dzieciak siadałam na balkonie i słuchałam, aż do momentu kiedy oddalili się na tyle, że przestawałam ich słyszeć. orchestra podworkowa juz pod innymi oknami,troche dziecinstwa :>

11 kwietnia, 2006

"Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!
Za kwadrans wrócisz i nad wanną
parasol swój powiesisz:- „Evo!
Nie dokręciłaś wody w kranie!”…
A tu- mój list. I rynien łkanie…
I ty, czytając będziesz łkać.
O jedenastej pójdziesz spać,
przed snem zażywszy waleriankę,
i już weselszy wstaniesz rankiem.
O, jakżeś inny był przed laty,
gdy pierwsze mi zrywałeś kwiaty
i, jakby zaklęć twoich skutkiem,
burza szalała nad ogródkiem!
Śmiało mnie wiodłeś między głogi
- młody namiętny i ubogi…
Aż do uśmiechów bladych ranka
pachnąca miała nas altanka,
cała wezbrana od nawałnic
i szczęścia, któreś w niej dawał mi!
Gdy ramion naszych plotłeś splot,
po każdym „ Kocham!” ryczał grzmot
i błyskawicy płonął knot,
gdyś mi na usta usty spadał!
Lecz już nie mówmy o tornadach…
Dziś próżno na prywatnym forum
Czekam na burze i na piorun.
Piorunów żądać – o, biedaczka!
- Od siąpiącego kapuśniaczka…
……………………………………..
Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
Odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!"
Click here to watch '08-W322adys322aw-Szpilman---Cordoba---Isaac-Albeniz' - taki mój stan jak ta muzyka.

jakież to życie nieprzewidywalne jest. nic wiecej .

10 kwietnia, 2006


obejrzałam w końcu "Męża fryzjerki"mmm... bardzo głęboko do mnie, trafił ten film.pomieszały sie 2 rodzaje cichych lez.pewnie też dlatego, ze przypominał moją sytuacje z ta roznica, ze marzenie sie nie spełniło . to bardzo pasuje do tego co pisałam 4 posty temu...o tym marzeniu od którego mnie tyle dzieli i chyba tylko ja o nim wiem , to tak jak bym pisała sama do siebie. Czekam. pracuje. tańcze. On zaraz przyjdzie.Czekam

06 kwietnia, 2006






Do pevnego artysty wrażliwego na siebie...



Taki Ktoś. Podający się za wrażliwego. Jak? Taki Ktoś? Zrobić może taką krzywdę chwili? Wiem. Po prostu nie zrozumiał. Wie. To była chwila. Ot tak do porzucenia. Nie do zamartwiania. Bo dość problemów. Nigdy do usłyszenia. ,Do zobaczenia. Tylko przypadkiem. Jej rąbek A dla mnie ta sama chwila była inna. Jedna z tych chwil proszonych żeby trwała...
Ale przecież jest taka granica cierpienia
Za którą się uśmiech pogodny zaczyna.

05 kwietnia, 2006

Click here to watch 'tomtomtom'
Codzinne zatramwajovanie

Wsiadam. Siedze. Jest miejsce-jak żadko.
Szynka, chleb, pierogi ruskie zdychają,
Cola puszcza bombelki.
Jak ich właścicielka.
Mijam fabryki, z dziesięć kamienic bez życia
Jakby ślady po wojnie. Nie wiadomo tylko po jakiej
Na pewno cichej.
Mijam znudzonego taryfiarza który opiera się o swój samochód
I patrzy za tramwajem jak za piękną dziewczyną...znudzony,stęskniony.
Przegląda twarze w tramwaju, które składają mu się w jedną
Dalej...patrzę we wnętrze. W środku... tonacja beżu, czerni, przybrudzonej bieli.
Kożuchy, pół-zimowe kurtki, zmęczone twarze, uginające się nogi.
Pani w wielkich czarnych okularach. Super modna. Doskonale. Przekonana o tym.Staruszka umierająca przez siedem przystanków z szarości.
Przystanek. Dworzec. Tym bardziej szaro.
Wsiadają dwie dziewczynki. Włosy roztrzepane. U jednej brak przednich zębów. Krzywo zawieszone na plecach tornistry.
Niepodopinane kurtki. Trampki na nogach. Kaczuszki. Stanęły nade mną. Rozmowa....
"Wiesz co...a ten Mariusz to mówi do mnie bejbe. On jest jakiś nie tego. E no fajnie...-Mówi druga. E no dziwnie...bejbe- nie no ja już nie wytrzymuje...-mówi pierwsza. E no faktycznie bez sensu, głupi jakiś jest- mówi druga. Noooo, a pamiętasz tego Krzyśka- najbrzydsza istota na Świecie chyba, no nie? Druga: Jakiego Krzyśka? , Nooo tego co go poznałyśmy ostatnio, tego brzydala...-pierwsza, A tegooo blondyna, Krzyśka, no straszny, ale mówiłaś że Ci się podoba, że przystojniak-druga, Nooo mówiłam, chyba wtedy chwilowo gust straciłam, ale Ty też tak wtedy mówiłaś...-pierwsza, Ejjjj to ja chyba też gust straciłam, coś się ze mną chyba dzieje, bo to brzydal był taki..." Koniec trasy. Wysiadam. Z uśmiechem na ustach który mi dały dwie małe szczerbate może 12 letnie dziewczynki,wysiadam także z podsumowaniem rozmowy,która w rezultacie rodzi myśl, tak prostą i tak oczywistą. Człowiek dużo musi przejść żeby zmądrzeć. Człek z wiekiem... do trumny, ...staje się rozumny


Tu znów pada śnieg. Znów dopadł i znów chce męczyć. Jutro rano musze wstać...
A sen nie chce przyjść za nic. Wiec znów myślę, do diabła..., tysiące myśli przechodzi przez głowe. Ale są dwie największe...jak ludzie sobie nie zdają z niektórych rzeczy sprawy, robią coś ważnego dla innej osoby, mniej ważnego dla nich, później znikają, przestaje ich to obchodzić, a druga myśl to taka której nie mogę zdradzić, to raczej marzenie, które głęboko w głowie zagnieździło mi się, od tego marzenia dzieli mnie sześć godzin drogi stąd. Każda z tych godzin ma swój szyfr. Najtrudniejszy przy ostatniej minucie szóstej godziny . Może kiedyś... Ide na wersalka la lakanapa. Ide w sen, który musze wywołać,sam nie przyjdzie je3e długo

03 kwietnia, 2006







Jeślibyś kiedyś wpadł na człowieka
I ludzkie zachowanie
Lepiej przygotuj się na wielki chaos...
Nie ma w ludzkim zachowaniu żadnej logiki...
Ale wciąż nie da mu się oprzeć
Nie ma żadnej mapy
Dla ludzkiego zachowania
Są niesamowicie markotni
Aż tu nagle po chwili... tryskają szczęściem
Ale jakże satysfakcjonujące jest włączyć się w wymianę ludzkich emocji
Nie znajdziesz żadnej mapy
A i kompas by nie pomógł
Ludzkie zachowanie....

02 kwietnia, 2006

Fucking rhythm and sorrow !


Rozwiedziona kobieta wraca z baru do domu.
I zgadnij, zgadnij, zgadnij. Kogo ona tam widzi?!
„Tam jest On! Nagi w moim mieszkaniu!”
...ma dzivny wyraz twarzy
O mój Boże! I Chryste też!
Co ty tu robisz?
Czemu ranisz swoja klatkę piersiową?
Czy poniżasz siebie?
Pchasz się w ból i smutek tak jakby nie było jutra.
Ty powinieneś używać tego bólu i smutku do napełnienia się mocą.

Życie jest zarówno słodkie jak i kwaśne
On patrzy na mnie bez nadziei, ma łzy w oczach
Wychodzi przez okno i idzie na dach
Hej Ty! Nagi mężczyzno! Nagi mężczyzno!
Dam Ci kawałek ciasta truskawkowego
Nie zachowuj się tak jakby nie było jutra...


Dzis w ramach nauki angielskiego i walki z pieprzonym smutkiem, beznadziją i atakami prosto w serce, przetłumaczyłam Bjork która akurat pasuje mi na ten stan ducha

30 marca, 2006

"Kochanie przestań mnie krępować
Swymi pobożnymi wymaganiami
Przytulanki przepełnione nadzieją
Czy ty tego nie chwytasz?
Ja muszę przez to przejść
Należę do świata w którym
Nikt o nic nie dba ani nie kocha
Bez światła i powietrza do życia
Świat nazywany nienawiścią
Miasto lęku
Udaję że nie żyję
To koi ból

Udaję że nie żyję
I ból niknie
Czasami to jest jak spanie
Wijąc się w mych własnych mękach
Przytulam ból
Ściskam cierpienie
Pieszczę każde cierpienie

Udaję że nie żyję
To koi ból

jak mogłam być tak niedojrzała

By myśleć, że on zdoła zastąpić zgubione części mnie

Jakie to jest nieskończenie głupie" Bjork


24 marca, 2006



Wywiódł na polane złocistą czyli zbyt poważny, zyciowy wywiad z panna Stefa, a przeprowadział go pan Lotnik Piotr > >>
Piotr:nie boisz sie ze czasem zatrzesz i tak juz niewyraznia granice miedzy sztuką a rzeczywistościa w swoim zyciu?

Stefa: Nie boje się, bo jest to wspaniała sprava, dzięki temu mogę uciec do innego Swiata, z kolei gdy wracam do tego rzeczywistego...nagle uświadamiam sobie, ze w tym drugim mam jeszcze dużo bardzo przyziemnych sprav do załatwienia...często moja mama mi powtarza: obudź się dziewczyno, wróć do tego świata bo życie sobie zmarnujesz
P: skoro słowa mamy nie skutkują to może inna bliska osoba powinna o to zadbać? kim jest ta inna bliska osoba?
S: Tak napravde tą bliską osobą jestem ja, to ja moge sobie przetłumaczyć, codziennie pracuje nad sobą...ostatnimi czasy idzie mi to bardzo powolnie i ciężko. Żadna inna osoba która nawet bardzo by chciała nie jest w stanie zapanować nad tym idiotycznym chochlikiem który w mojej głowie się zadomowił...mam nadzieje nie na stałe
P: chochlik żywi się naiwnością i młodością... może by go tak podtruć miłością ?
S: Chochlik żywi się pędem myśli, głupotą, i bałaganem. Miłość to nie antidotum...chochlik jest w innej szufladce, żyje swoim życiem
P: a nie martwisz sie ze kiedyś przeskoczy do innej szuflady w najmniej oczekiwanym momencie i zepsuje coś ważnego?
S: Już przeskakuje ... i psuje, cały czas z nim walczę
P: może ktoś powinien ci pomoc w tej nierównej walce
S: jak już mówiłam pomóc moge sobie tylko ja, jestem ta najbliższą mi osobą która jako jedyna ma dostęp do chochlika, już próbowali...
P: pierwszy papieros? (wiek)
S: o mój boże, nie karz mi wygrzebywać takich rzeczy z pamięci, pamiętam tylko że gdzieś w podstawówce, moja koleżanka buntowniczka uczyła: no to teraz wdychaj dym i udaj ze się przestraszyłaś mówiąc :"o boże mama idzie!" w ten sposób się zaciągniesz. nie zasmakowało mi. rzuciłam to
P: pierwszy pocalunek?
S: pierwszy pocałunek...na który długo czekałam...smieszna historia, Kolonie w Słupi, Gimnastyka Korekcyjna, Mirosław...lat 13, odwzajemniona miłość. Któregoś dnia...wszedł do pokoju jak akurat z koleżankami skakałyśmy z parapetu udając goryle. Powiedział wtedy: „myślałem że chociaż ty jesteś normalna” i wyszedł...ale pocałunek już miałam za soba
P: pierwsze "kocham Cie"?
S: To długo po tym....podkochiwałam się w różnych gościach którzy byli gdzieś tam..., albo w gościach którzy byli za starzy lub poprostu nie zwracali na mnie uwagi...a pierwsze kocham Cię ...wcale nie tak dawno, nie rzucam słów na wiatr...zakochałam się wtedy mocno w facecie, który był daleko od tego wszystkiego mentalnie i daleko bo w Krakowie...to co nas tak obchodzi, obchodzi sie bez nas. Nic więcej, dziwna historia...
P: miłość odwzajemniona?
S: nie wiem czy kiedykolwiek takiej doświadczyłam....nie jestem pewna...całe życie na domysłach...może Mirek z korekcyjnej ...(tajemnicze drapanie sie po nosie... )
P "nadzieją karmisz mnie co dzień...do znudzenia" słowa piosenki "Lawa" jak bardzo odzwierciedlają twoje aktualne życie uczuciowe?
S: nadzieją karmie się ja że cokolwiek będzie będzie dobrze może i naiwnie...nadzieja ...tylko na co? żyje domysłami...to jest moje życie uczuciowe. Ale ma to też bardzo przyjemne strony.

P: Co ma większą wartość merytoryczną dla Ciebie, słowa czy czyny...?(jedna odp. do wyboru)
S: Czyny

23 marca, 2006


Przypominam sobie miejsce... z płowym żytem i czerwonymi makami powpinanymi w żyto. Uśmiecham się ponieważ ten obraz przywiódł mi na myśl lato, porę, w której jest zawsze ciepło, plecy można obrócić do słońca , a dzieci biegają bez butów

20 marca, 2006


"Wyspa, na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.
Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
o rozwikłanych odwiecznie gałęziach.
Olśniewajśco proste drzewo Zrozumienia
przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.
Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywiśtosci.
Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.
Echo bez wywołania głos zabiera
i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.
W prawo jaskinia, w której leży sens.
W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.
Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
Ze szczytu jej roztacza się istota rzeczy.
Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Jak gdyby tylko odchodzono stąd
i bezpowrotnie zanurzano się w topieli

W zyciu nie do pojęcia."W.Szymborska



Tefuanie, dzisejszy, obecny w tej godzinie i w paru ostatnich- stan można by nazwać bezsmakowym i przejsciowym mam nadzieje, ...do przejścia, a jesli bardzo by się chciało przebiec-jest to nie do zrobienia.Droga Abłoputo pytasz dlaczego tak jest? zawsze mam problem z odpowiedzią i tym razem nie umiem jej dokonać,gdyz przyszedł ten stan z "Niewiadomo" i nie chce powiedzieć d l a c z e g o trafił on do mnie.Gdy zdradzi mi tą tajemnice podziele się nią z Tobą szybko. Drogi Tefuanie bardzo mnie martwi moja postawa społeczna którą powinnam odgrywać bynajmniej nie dla społeczeństwa, a dla samej siebie, ale kiedy przychodzi do mnie cichy Ktoś z "Niewiadomo" naprawde niewiem jak sie uporac z moja słabą wolą, którą wiem że już jutro albo już w tym momecie powinnam usprawnić, ale niestety rozłożenie tego wszystkiego w czasie wychodzi mi też nie tak jak powinno...Droga Abłoputo czy masz na to idiotum antidotum? co zrobić z takim dictum? Tefuanie,wilk, z którym własnie jestem na wycieczce roverowej krzyczy, ze zmieniło się już światło, powiedział także ze jestem
upierdliwa tak wiec koncze, jade. Tefuanie i Abłoputo pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam za moje bezsensowne zwierzenia.ah i zkapomniec powiedziała Abłoputo i Tefuanie ze obrazki cykane w sekundach paru bardzo podnosza na duchu i milo okiem o nie zachaczyc.

14 marca, 2006


Vczoraj niespodzievanie przybyła rodzyna, bardzo miło mi się zrobiło bo tesknota za nimi ostatnimi czasy była duża, szkoda tylko, że na tak krótko. Teraz moja kolej. Teraz ja vpadam do Va-vy niespodzievanie któregoś dnia bo tesknota znów narasta ...rodzina ach rodzina..bo kiedy jej ni ma samotnyś jak pies

12 marca, 2006

>

Czekam...podnosze ...czekam. nie mogę. Czekam, zczyszczam się...zczyszcza się człowiek, machina, whisky... tylko czasem cichy bar...tylko czasem cicho w głowie . czekam. leżę. znów czekam.. przyszły do cichego baru 3 prostytutki swiata, jedna z nich jest pieniadzem tych dvoch nie zdarzyłam poznać...zbyt głosne.ogłuszyły. Nagle się budze w obcym miescie...obcy język. Nie ma języka. Wyłowiona jako biedronka z wielkiego stworzeń gara, siedze tu machając nóżkami. Jako biedronka nie powinnam...jako biedronka nie musze już nic... Jako biedronka nie powinnam..tyle myśleć-a jednak. Jak na biedronkę za dużo czuje- ale to mi stwórca zapevne za grzechy zostawił z poprzedniego wcielenia.

11 marca, 2006


Wyjechać. Ręce wytrzeć o liście.
Cały kurz, tłuszcz miasta.
Wytrzeć o liście. Wyjechać.
Wyjechać natychmiast.

Wyjechać.
Wyjechać samotnie.
W pustym przedziale..
..przekroczyć wiele granic.

Przez sen dać się kontrolować celnikom.
Kopniak między oczy.
But z rozwiązanymi sznurowadłami.
Światło latarki w oczy.

Przejechać wiele granic..
..aż paszport wytrze się,
zanieczyści..
..tysiącami palców.

Wyjechać i się zbudzić w obcym mieście.
Koniec świata. Ludzie chodzą do góry głowami.
Szyldy nic nie znaczą.
Obcy język. Nie ma języka.

Ludzie niczego nie chcą ode mnie.
I nikt nic, nikt nic.

Stanąć w pełnym świetle.
Znaleźć pierwszą knajpę.
Przejrzeć się w podłodze.
I nikt nic. Nikt nic. Nikt nic, nikt nic..

..nikt nic.
..nikt nic.

08 marca, 2006


W tym dniu nieistniejącym święta kobiet
A jednak właśnie ten dzień się pamięta
Doprawdy składam tę wiązankę tobie
Z wyrzutów sumienia

Niech że na gorsze nic już nigdy się nie zmieni
I nikt nie każe ci być twardą i bez wad
Miej zawsze dużo dobrych rzeczy do jedzenia
Bezpieczny własny świat

Cóż jeszcze tylko bukiet szczerych chęci
Co nie jest więcej wart niż ćwiartka w bramie
Niech nic już nigdy złego się nie święci
Święte niech - święci się

Nie telep się samotnie w czterech ścianach
W każdy odgłos się nie wsłuchuj jak ten pies
Niech tylko słońce w twoje okno skośnie wpada
Nie tylko ciągle deszcz

A życie twoje niechże będzie żywe
I pełne miłych żywych niespodzianek
I nie bierz dobrych monet za fałszywe
Mimo że mimo że

Ubieraj się w kolory - nie na czarno
I niech telefon dzwoni bodaj cały dzień
I nie trać wiary - niech na twoją przyszłość całą
Nie padnie nigdy cień

W tym dniu nieistniejącym święta kobiet...

07 marca, 2006











Ta nić czarna się przędzie
Ona za mną przede mną i przy mnie
Ona w każdym oddechu
Ona w każdym uśmiechu
Ona we łzie w miłości i w hymnie

Nie rozerwę bo silna
Może święta choć mylna
Może nie chcę rozerwać tej wstążki
Ale wszędzie - o! wszędzie -
Gdzie ja będę ta będzie

Ona za mną przede mną i przy mnie
Ona w każdym oddechu
Ona w każdym uśmiechu Ona we łzie w radości i w hymnie

03 marca, 2006


<"Czy macie czasami takie poczucie, że wszystko jest nie to? Że takie jest, jak jest, a jednak nie to - jakby całkiem inne? Co? "

01 marca, 2006

Otworze sobie głowe...i powiem..., a tak..
By sumienie i dusza nie gryzły bo to najbliżsi świadkowie rozterek
...mieć Cie i martwić się dlaczego wróciłeś 3 godziny później..
Nasza pracownia magiczna
Z jednej jej strony muzyka
Z drugiej zdjecia
Kłócimy się o to że do późna grasz,ja nie mogę spać
Kłócimy się o mój bałagan
Za stołem stoję i podaje Ci w sosie serca
Szerokie łóżko, nad nim świetlik
Hamak rozwieszony między drewnianymi belami w którym czekam na Ciebie.
Przez okno...na dach na którym latem grzejemy się w słońcu.
Wyjeżdżasz. koncert
Wyjeżdżam. Zdjęcia
Wchodzisz po schodach
Otwierasz.
Ja gdzieś...na rowerze
Wracam. Leżysz zmęczony
Przytulam. Leżymy razem
Pod świetlikiem.
Przychodzą twoi koledzy
Pijemy.
Robie dla was obiad
Słuchamy
Śmiejemy.
Później jedziemy gdzieś...
RAZEM. RAZEM. RAZEM

Ale nie można się przywiązywać. Nie można. Traktujmy to jako miłą przygode od gdzieś do gdzieś. Od kiedy do kiedy. Od moich marzeń do marzeń które aż wrą i kipią...

26 lutego, 2006











2foto z tego miasta robione w sobotnie popołudnie.1 zdjecie to mijajace sie, oddzielone swiaty.

Raskolnikow wziął siekierkę i zamachnął się szeroko i uderzył bez przymiarki w prawomyślny łeb lichwiarki>>

Powiedz Sieci Pajęcza co to za historia? ona C o ś zaszeleściła... splatała, zaplątała i zapomiała.

/ vracałam dziś do domu, szłam wolnym, chwiejnym, miękkim krokiem, bez sił, powoli wyplątywałam się z tyhodniovego snu, gdy tu ot tak... jeszcze cos na chwile mnie przytrzymało za nogę w tym śnie i z powrotem mnie do niego wciągnęło ..ktoś zaczął grać na trąbce.. besame mucho, które zresztą nie pierwszy raz dziś przewinęło się przez moją głowe. Usiadłam na ławce i śpiewałam sobie do trąbki która wiła się miedzy blokami.. drzewami, myślami, głowami i snem.

24 lutego, 2006

"nocy durna, nocy chmurna, pędzi trojka w głowie zamęt na złamanie karku tętent rozkołysał się firmament.. nie ma żartów z filozofią moja ty Pietrowna Zofio ..gdy w bezsenne białe noce w głowie pająk się szamoce.."


...spotykamy się w każdy czwartek, czwartek.. osiemnasta ..w najodleglejszej knajpie.. w najciemniejszym punkcie miasta.. spotykamy się w każdy czwartek.. w najciemniejszym punkcie miasta...owszem...naturalnie..... pijemy alkohol ..ale tym razem, wcale, wcale, nie chodzi o to.. spotykamy się w czwartek ..w czwartek ..pijemy alkohol, nie rozmawiamy zbyt wiele, siedzimy, czekamy, aż nadejdzie moment żeby wstać i iść i szukać przypadkowego miejsca w najciemniejszym punkcie miasta.. spotykamy się w czwartek.. siedemnasta.. któregoś dnia ona powiedziała...wiesz.. chodźmy do nas...,chodźmy do mnie-poprawiła się...ale tu wcale, wcale nie chodzi o to.. kto się na rzeczy zna ten wie.. /Skończyło się... bo wszystko się kończy. // długo tu będziesz?.. w tej knajpie do końca tygodnia >>foo.To: m i ja w koszulce Boba Harissa :>

20 lutego, 2006

vysyłam serie buziaków.przynajmniej 27 000...zanim skończą Cię całovać, zobaczysz moje dzikie oczy

15 lutego, 2006

Pieśń hiszpańska miłosna

l łona dija, chekala na nieho, la czika, la musztarda aaaa(z przejęciem), de coca-cola, capital delikation, całe nocze ne spalila...Czik aaaaa(z przejęciem)

Całe noce, czałe dni ne namyślała aaaa( z przejęciem )

En da wersalka la kanappa siedziała saaaaa ma aaaa(z przejęciem)

Włos dla nieho umyła de aqua destylion

Czika bella była aaaa(z przejęciem)

La witrina. Czikita aaaa(viadomo z czym)

Złota bella, złota czika, złota suknia aaaa

A za drzwieramio oooo pusto oooo ( z dużym przejęciem)

Oooooon dalekim Światem ziooooonoł oł oł oł

Na contrabante

De gitueira

Dla inney lafiryndy el Primiery graaaałłłł no no no ołłł Adios adios adios...

Przez de Judasha paaaa(z przejęciem) trzyła aaaa

A framuha nadal pusta a a a

Radijo Barselona aaa

Destyliasjon aqualion oooooo( z przejęciem)

Włos myła aaaa ( aaaa)

I po cóż...,nahle respirasjon ustał a ł a ł a ł(z dużym przęjeciem)

Aaaaa adio aaaa adio adio Euchenio senior

12 lutego, 2006


Wchodze od czasu do czasu do swiata ludzi odrealnionych, przepitych, przegrzanych. Po tym jak wracam biegiem do swojego swiata a raczej jestem do niego wrzucana po tamtym swiatku jest mi potrzebna jakas terapia przynejmniej wewnatrzna sama sobie musze byc terapeutka. Cholernie meczy mnie ten swiat chociaz wpadam do niego na pare godzin.Basta.Przerwa.Koniec.na zdjeciu Malen3uk&Manekin badz Manekin&Manekin. "Zeby ludzie raz zrozumieli, że sztuka to wyraz duszy, toby sztukę robili tak, jak ptak spiewa. Przestała ona by byc zmorą-i nie trzeba by było tyle o niej gadać. Ale ludziom się ciągle zdaje, że sztuka to cos zewnątrz nas, do czego trzeba dążyć, czemu się trzeba poswiecić, lub z powodu czego trzeba przewracać oczami, upijać się i udawać rozpustnych, idealno-cynicznych, super-modernistów"Witkacy- dobry na ten moment

07 lutego, 2006



Budząc się i nie wiedząc, czy ktoś przy mnie leży, nie poszukując nikogo, nie sprawdzając, czekam aż się ze zgiełku ciemności wynurzy ręka i dotknie, nawet jeśli bywasz niemożliwie daleko, poza granicami rozsądku, upiornie na zewnątrz, to tak się stanie, bo tak się stawało zawsze, a to nie pamięć, to jest wiedza, pewność, konieczność, skoro mam płeć i jestem sennie gorący - to dziś się to ziści .Więc nie masz twarzy. Musisz się pogodzić z tą sytuacją. To za każdym razem jest jednakowo silne. To za każdym razem jest jednakowo martwe. Urojony deszcz zamalowuje podwórze na nieco ciemniejszy odcień szarości. Jednocześnie zjawia się zjawa słońce - więc kolory, zdaje się, pozostają jednakowe. Całkiem anonimowa historia, tu nikogo nie ma, wymięta pościel z szybko znikającą plamą o kształcie ciała i otwarte okno. M.Swietlicki