29 sierpnia, 2011

"Najdelikatniej jak tylko mógł Księżyc rozpromieniał posępną czerń nocy.
Uhu - zasygnalizował Pan Sowa. Yhm - potwierdził Lis Lis.
Słyszałeś - Wiewiórka się zakochała! powiedział Sowa. Tak wiem - odparł Lis Lis - ale nie mogę myśleć o cudzej miłości kiedy tak trudno przychodzi mi walczyć o własną! Co jest Lisie Lisie wal śmiało - rzekł Sowa. Nie wiem , nie wychodzi mi... byliśmy w kinie, na kawie, na pikniku, na spacerze, jedliśmy razem zupy japońskie lecz nadal nie wiem czy to już to?
Czekam na znak od Niej lecz go nie widzę, Oh! - zwierzył się Lis Lis, naprędce i mimowolnie. Hmh...sam nie wiem Lisie Lisie - niewiele wiem o miłości i jej znakach - odparł Sowa - niewiele. Zapadła cisza, nie krępowała nikogo, a Księżyc skwierczał i skwierczał. Panowie pozwolą - usłyszeli czyjś głos z za krzaka. Ktoś Pan? - rezolutnie zagaił Sowa. Mirosław Słowik - artysta - zatrelikał Słowik. Usłyszałem niechcący rozmowę Panów i mam jeśli pozwolicie myśl w tem temacie - dokończył. Proszę Pan mówi - wyjęczał Lis Lis.
Otóż, przebywałem na tourne w dalekiej Japonii i w trakcie mego pobytu, jak to mówią liznąłem tamtejszej kultury i obyczajowości. I już mówię co myślę - oto, być może to już jest to na co Pan panie Lisie Lisie czekasz, a być może jeszcze nie, czas pokaże, tempo się Panu nie podoba? To co innego. Jednak czas odgrywa tu rolę kluczową i tego się Pan trzymaj! Też mi rada! Prosto z buta! - ocenił Sowa. Czas, mówisz Pan Panie Słowik? Cóż tego się będę trzymał - odrzekł Lis Lis i podkulił ogon pod głowę. A może Ona cię nie chce człowieku - wyszeptał Księżyc i zgasł do imentu. Chce - wymamrotał Lis Lis i zasnął. Sowa zamrugał i wyjął szkła kontaktowe Night Vision. Czym jest miłość - zasromał się Słowik Mirosław i zaległ za krzakiem. Kiedy tak smacznie wszyscy robili co swoje, Ona rozmyślała o tym samym...jedliśmy deser i zupę...gdzie znak do cholery!"

Michał Dworczyk ( mój brat ) :)

25 sierpnia, 2011



Spokój. Cicha przestrzeń. Jestem w stanie boskiej niewiedzy, a jakakolwiek odpowiedź jest mi zupełnie niepotrzebna

22 sierpnia, 2011


Większość ludzi jednocześnie pragnąc miłości, chce od niej uciec kiedy tylko ona się pojawi. Póki rządzi nami egotyczny umysł, póki nie jesteśmy świadomi tych wszystkich zalęknionych głosów przebiegających przez głowę - nigdy nie będziemy szczęśliwi, to myśli typu " nie może być, aż tak pięknie" 
" zaraz na pewno ucieknie, to i ja ucieknę w ramiona innego" 
" to na pewno nie jest czyste uczucie, ona na pewno czegoś ode mnie chcę, więc dam jej moje pieniądze bo niemożliwe jest żeby ktoś mnie pokochał " . Ludzie przeżywają w ten sposób życie czekając wciąż na zbawienie w kolejnej chwili, najczęściej w postaci ukochanej osoby, która pojawi się w życiu i jak magiczną różdżką usunie cały nasz strach i pokaże czym jest miłość.  Wszystkie gry w związkach, wszystkie zdrady, wszystkie próby zapełnienia iluzorycznej pustki, którą wciąż odczuwa ego wynikają ze strachu.
 Poczucie spokoju w miłości wypływa z bycia w chwili teraźniejszej, to wszystko łączy się ze sobą w milczącą przestrzeń. 
Nic szybciej nie zabija miłości niż strach. Nic szybciej nie oddala nas od miłości jak życie poza chwilą obecną. Jak często poddajemy się tym podszeptom naszego ego, które poprzez stawanie ofiarą zdaję się czerpać korzyści, a bycie ofiarą wynika z trzymania się przeszłych doświadczeń lub dążenia do przyszłości mając chwilę teraźniejszą za nic. 
Nie ma nic piękniejszego jak odczuć dotyk ukochanej osoby w tej właśnie chwili nigdzie nie błądząc umysłem.

05 sierpnia, 2011

Obserwuje ludzi i widzę jak bardzo umysł przywiązany jest do formy. Ludzie  siedząc na łonie natury nie potrafią milczeć, nie potrafią rozejrzeć się dookoła, usłyszeć śpiewu ptaków, odczuć tego wszystkiego bez ciągłego przyklejania etykiet "o jakie to ładne, a tamto to już nie tak bardzo"
Umysł wciąż nie pojmujący wymiaru całkowitej pełni ma potrzebę zagadania piękna teraźniejszej chwili setką zbędnych słów,  forma jaką jest tysiąc słów przesłania teraźniejszą chwilę, pełne jej odczuwanie. 
 A przecież tak miło posiedzieć sobie we dwójkę, patrzeć na piękno i spokój otaczającej przyrody i uśmiechać się do siebie nie mówiąc ani słowa, w takiej chwili odkryć można między sobą ogromną przestrzeń, w której jest miejsce na to co płynie z naszej prawdziwej natury.





27 lipca, 2011

Umysł egotyczny cały czas poddaje wszystko ocenie, jest w stanie ciągłego oczekiwania na coś, ciągłego pragnienia, ciągłego odczuwania braku, poszukiwania "szczęścia" w następnej chwili , omija chwilę obecną bo ta dla ego jest zawsze nie dość pełna,  niewystarczająca. Przyglądam się związkom, relacjom między ludźmi i zaskakujące jest to jakie gry prowadzi ego dla zaspokojenia swoich potrzeb, te gry między kobietą, a mężczyzną - odgrywanie ról, które przynosi iluzoryczne szczęście, po czym za chwilę  przemienia się w cierpienie. Gdyby więcej osób wiedziało o ile można prościej i jak blisko jest to za czym tak gonią.


" We wczesnym stadium związków romantycznych odgrywanie ról jest zjawiskiem powszechnym i ma na celu przyciągnięcie do siebie i zatrzymanie kogoś, kto uznany jest przez ego za osobę, która "uczyni mnie szczęśliwym, wyjątkowym i zaspokoi wszystkie moje potrzeby".
"Zagram kogoś, kim chciałbyś, żebym był, a ty zagrasz kogoś, kim ja chciałbym, abyś była". Na tym polega niewypowiedziana i nieświadoma umowa. Odgrywanie ról to jednak ciężka praca i dlatego nie może trwać w nieskończoność, zwłaszcza gdy postanowicie razem mieszkać. Kiedy te role znikają, co widzisz ? Niestety, w większości przypadków nie prawdziwą istotę tego człowieka, lecz to co ją przykrywa- surowe ego odarte ze swych ról, z jego bólem oraz niespełnionymi oczekiwaniami, które teraz zmieniają się w złość, najczęściej skierowaną na współmałżonka lub partnera za to, że nie udało mu się usunąć głębokiego lęku i poczucia braku będącego nieodłącznym elementem egotycznego poczucia własnego ja.
To , co zwykle nazywamy "zakochaniem się", jest w większości przypadków intensyfikacją egotycznych potrzeb i oczekiwań. Uzależniasz się od drugiej osoby lub raczej od jej wizerunku, który sobie stworzyłeś. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwą miłością, w której nie stawia się żadnych wymagań. Język hiszpański w sposób najuczciwszy formułuje konwencjonalne pojęcia miłości : 'te quiero' znaczy zarówno 'ja ciebie chcę' jak i 'ja cię kocham'. Innego wyrażenia oznaczającego "kocham cię", 'te amo', w którym nie ma tej dwuznaczności, używa się dość rzadko - pewnie dlatego, że prawdziwa miłość jest także rzadkością. "    Eckhart Tolle
"Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd.

Góry pozwalają doświadczyć trudu wspinaczki, strome podejścia kształtują charakter, kontakt z przyrodą daje pogodę ducha.

Wobec piękna gór czuję, że On jest.
I wtedy zaczynam się modlić.

W górach niknie bezładny zgiełk miasta, panuje cisza bezimiennych przestrzeni, która pozwala człowiekowi wyraźniej usłyszeć wewnętrzne echo głosu Boga.


Dar ten jest dla mnie szczególnie cenny gdyż przybliża mi tę część polskiej ziemi, której czułem się zawsze ogromnie bliski. Polskim Wierchom zawdzięczam wiele dobrych chwil w moim życiu, w kształtowaniu mojego stosunku do przyrody, do ludzi, do Boga."

Jan Paweł II

26 lipca, 2011

Wróciłam z ukochanych gór, gdzie jak zwykle poczułam wolność, głęboki spokój i ten stan bez ciągłego myślenia. Teraz na chwilkę zajrzałam do Łodzi i tak mi tu miło...ach...i dalej na mazury z kochaną rodzinką. I niech ten stan trwa zawsze...oj niech trwa.







06 lipca, 2011

kot w oknie

Siedzę na przystanku z poczuciem chwilowo utraconej lekkości. Obserwuje ludzi w centrum miasta, ludzi z okolic rynku, którzy mają jakiś swój wspólny charakter, smutek na twarzy, brak pewności jutra, odbijają się od nierównego asfaltu i mało kto zaprzyjaźniony jest z obecną chwilą. Podnoszę wzrok rozglądając się po oknach starych zniszczonych kamienic, w jednym z okien siedzi szczęśliwy, łaciaty kot i nie myśli o niczym, po prostu siedzi i też patrzy na ludzi, nie oceniając nikogo.



30 czerwca, 2011

Uczę się psychologii klinicznej(  hurra! ostatni egzamin) i niektóre z cech zaburzeń, chorób mogłabym przypisać większości osób normalnych (sobie). Co też za figle płata nam ten nasz umysł, naszego ego wodzi nas na manowce-w cierpienie jeśli tylko nieświadomie dajemy sobą kierować i zapominamy w pędzie (istniejącym tylko albo aż w naszej głowie), o tym co najprawdziwsze wewnątrz nas. Przypomniało mi się co Tolle mówił o świadomości zbiorowej czy raczej jej braku : 
Gdyby historia ludzkości była klinicznym przypadkiem historii jednego człowieka, diagnoza musiałaby brzmieć: „chroniczne omamy paranoidalne, patologiczna skłonność do mordowania oraz czynów skrajnie brutalnych i okrutnych w stosunku do osób uznawanych za wrogów-przypisywanie innym własnej nieświadomości. Osobowość psychicznie chorego kryminalisty, z krótkimi i rzadkimi przebłyskami normalności"

28 czerwca, 2011


Przeprowadzka. Egzaminy. Przyjaciel kot. 

Czytam w przerwie wywiad z Możdżerem, bardzo podoba mi się jego filozofia :                                         To czemu Pan robi muzykę?

LESZEK MOŻDŻER: Nie wiem. Nie wiem... Po prostu każdy ma swoją funkcję na tej planecie. Jeden sprzedaje kwiatki, drugi buduje domy, trzeci gra muzykę. Ja gram. Taka jest moja funkcja. Niech pani zapyta ptaka, dlaczego lata. Nie wie. Tak się dzieje.


[wyrwane z kontekstu]

Tym bardziej jest trudno ( unieść podziw innych )?

LESZEK MOŻDŻER: Nigdy nad tym nie rozmyślałem. Wie pani co? Nie wiem. Spotykam się z jakimiś objawami sympatii, ale powiem szczerze, że tak naprawdę to jest absurdalna sytuacja, kiedy siedzi się na środku oświetlonej sceny, a wokół są dwa tysiące ludzi. Często mam ochotę zdjąć ręce z klawiatury i spytać: „Słuchajcie, o co chodzi? O co w ogóle chodzi? Czego wy ode mnie chcecie, a czego ja chcę od was?”. Jednak później, kiedy ludzie przychodzą i przynoszą mi łzy w oczach, wtedy wiem, że to ma jakiś sens. Nie wiem jaki. Mam nadzieję, że ta muzyka, którą wykonuję, wlewa się przez te różne szczeliny i wciska w zakamarki do środka człowieka i za pomocą różnych chemicznych i duchowych reakcji rozpuszcza jakieś takie zastygłe...zło-gi


20 czerwca, 2011

Jak bardzo trudna czasem jest ta mistrzowska sztuka nie przywiązywania się, wniesienia się gdzieś ponad albo spojrzenia głębiej.  te małe rzeczy tego świata, które przesiąkają naszym duchem czasem tak trudno porzucić, odpuścić i iść dalej.

17 czerwca, 2011

A tymczasem...miasto znów i tyle rzeczy przede mną...ach, jak tu dużo wszystkiego.
Zielone świątki u nas u górach to zapach palonych ognisk, śpiewy góralskie rozchodzące się po polu , śmiechy przed domami i cisza idąca od lasu wraz z gromadą krosnoludzich stworków w skośnych czapeczkach,  spiących w futrach wilków leśnych, których każdy ludzki swór mógłby się wystraszyć. Cóż więcej… cudownie spokojna noc

26 maja, 2011















jest miejsce obok mnie
w każdym pociągu, którym jadę
w autobusie
w windzie
w szafie 
na regale
w łóżku jest poduszka
miejsce na ścianie
przy stole
na przeciwko
na drodze
polnej ścieżce
w sercu co wie
że choć cie nie ma
to już jesteś

20 maja, 2011

Kapelusz dziadzia Stefana moczy się w misce z ciepłą, mydlaną wodą. 
To jedna z pamiątek jakie udało mi się zabrać z miejsca, w którym spędziłam dużą część swojego życia, a przede wszystkim dzieciństwo. Wróciłam dziś tam po trzech latach, z początku nawet nie poznałam tego miejsca. Nie było już żadnego z drzew, na których siedziałam kiedyś obserwując  z góry mój mały świat. Moja przyjaciółka Brzoza wychylała się już teraz tylko z ziemi marnym pniem. Przywitałyśmy się jednak jak zwykle, ani ona, ani ja nie straciłyśmy wspomnień ani chwili obecnej, w której mogłyśmy się cieszyć sobą nawzajem ostatni raz. Usiadłam na pniu Brzozy i nie myślałam o niczym, ogromne niebo przed burzą wzbudzało we mnie podziw, żółte kwiaty kołysały się na wietrze, dookoła śpiewały ptaki. Poprosiłam o wybaczenie i pożegnałam się z tym miejscem na zawsze z poczuciem narodzin czegoś dobrego.

14 maja, 2011

Grupa MoCarta

Byłam ostatnio na koncercie MoCarta w Zakopcu orgaznizowanym przez fundacje ProArtis . Niesamowity koncert i atmosfera.



 "Van Gogh nie powiedział: „To jest zwyczajne stare krzesło' . Bardzo długo się mu przyglądał, aż w końcu wyczuł jego Istotę. Wtedy usiadł przed płótnem i wziął pędzel. Za samo krzesło dano by parę dolarów. Dzisiaj obraz tego krzesła wart jest ponad dwadzieścia pięć milionów dolarów.
Gdy nie zasłonisz świata słowami i etykietami, powróci do twojego życia poczucie wspaniałości, które zagubiło się dawno temu, kiedy ludzkość, zamiast używać myślenia, poddała się jego władzy. Twoje życie znów nabierze głębi"

Eckhart Tolle

15 kwietnia, 2011

Dźwiganie przeszłości

Niemożność, a raczej niechęć ludzkiego umysłu, by pożegnać się z przeszłością, bardzo pięknie ilustruje historia o dwóch mnichach zen, Tanzanie i Ekido, idących wiejską drogą, która po obfitym deszczu stała się strasznie błotnista. Mijając jakąś wioskę, spotkali młodą kobietę, która usiłowała przejść na drugą stronę drogi, ale błoto było tak grząskie, że pochlapałoby jej jedwabne kimono. Tanzan szybko chwycił ją na ręce i przeniósł.
Mnisi szli dalej w milczeniu. Po pięciu godzinach, gdy zbliżali się już do świątyni, w której mieszkali, Ekido nie mógł już się dłużej powstrzymać i spytał:
„Dlaczego niosłeś tamtą dziewczynę? My, mnisi, nie robimy takich rzeczy".                    „Postawiłem ją na ziemi wiele godzin temu - odparł Tanzan - a tyją nadal dźwigasz?".

11 kwietnia, 2011


…tak jakbym zobaczyła świat po raz pierwszy, choć i to nie jest dobrym określeniem, chyba zwyczajnie nie ma co szukać na to określenia bo i tak go nie znajdę... Siedziałam na środku pola, wszędzie dookoła widziałam góry , ptaki dawały piękny koncert na wiele dziobów, nie wiem gdzie się kryły, dźwięki dobiegały zewsząd ale tylko od czasu do czasu przelatywały po niebie ptasie pary. Gadały tak jakby chciały omówić jeszcze wszystko przed deszczem,  i w końcu zaczął padać, wilgotna ziemia zaczęła intensywnie pachnieć , dawno nie czułam tego zapachu i wszędzie dookoła spokój w każdym fragmencie, w całej  rozciągającej się nieokreślonej przestrzeni.

"Niech zwierzę lub roślina uczy cię Istnienia. Niech cię uczy rzetelności - tego, jak być jednią, jak być całym, być sobą, być rzeczywistym. Niech cię uczy, jak żyć i umierać - i jak z życia i z umierania nie robić problemu.

Zdarzało mi się mieszkać z mistrzami buddyzmu zeń, a każdy z nich był kotem. Nawet kaczki udzieliły mi ważnych nauk duchowych. Już samo patrzenie na te ptaki jest medytacją. Jakże spokojnie pływają, ani trochę nieskrępowane sobą, bez reszty obecne w teraźniejszości, tak dostojne i doskonałe, jak dostojna i doskonała może być tylko istota bezmyślna"


04 kwietnia, 2011

Śpiew ptaka



To czego potrzebuje najbardziej to przytulić się do Matki (i) Natury. Wyjechać już w góry, miastem jestem zmęczona, nie ludźmi mi bliskimi, a absolutnym betonowym gwarem pędzącym na ślepo nie wiadomo gdzie. Jestem spragniona  położenia się na łące w dolinie, albo powędrowania na jakąś górę, bez specjalnie długich rozmów, analizowania. Po prostu iść i słyszeć śpiew ptaków, czując każdy moment, nie myśląc. Dość już mam analiz mojego umysłu i pozbywania się starych programów, autoterapii, myślenia : chyba jeszcze nie ? a może jednak już tak ? a może jednak jeszcze mi trochę brakuje ? a czy wstyd mówić o miłości ? a czy ? a czy ? a czy ? tyle pytań ! , tyle odpowiedzi…, a  ja po prostu mam ogromną ochotę zwyczajnie Być, bez zastanawiania się, bez analiz, bez rozmów, bez potrzeby zmiany, bez przezwyciężania czegokolwiek. 
Dość autoterapii, jadę w góry posłuchać śpiewu ptaków, powdychać pierwsze wiosenne zapachy, posłuchać szmeru wody, zdjąć buty, skarpetki i zamoczyć w niej zmęczone po zimie stopy.
Tak sobie po prostu być jak one: płynące, ćwierkające, pachnące, nic nie myślące cuda codzienności.


24 marca, 2011

Prosty umysł. 
Jakie to łatwe, nasza prawdziwa natura, sama esencja człowieka. 
Jednak umysł lubi plątać nici z myśli, lubi sam sobie zaprzeczać, ciągnąć tam gdzie wcale nie chcemy iść, nasze egotyczne Ja ciągnie nas na manowce, oddala nas od piękna, które mamy tak blisko i nawet nie musimy go szukać, jest bardzo blisko, tak blisko, że nawet nie dzieli go od Ciebie żadna odległość, czas albo myśl. Jest w Tobie. To piękno widać w błyszczącym, radosnym , słonecznym oku. Oko nie za mgłą,  nie przykryte myślą związaną z przeszłością i  przyszłością. Oko widzące wszystko co jest teraz, nos czujący zapachy, dotyk czujący dotyk, nie siłowa obecność w tej chwili ze wszystkim co ona przynosi. 

18 marca, 2011



Błogo..., leże na kocu na podłodze, gapię się w niebo przez świetlik, czekam na rodzinkę i słucham rozpływających się dźwięków Ellingtona

15 marca, 2011

Jest pięknie, o ile nie biegnę głową naprzód, ani nie rozmyślam o tym co było. Jestem po prostu teraz, kolory, dźwięki oraz całe życie do mnie dociera, jakie to pikne uczucie.

07 marca, 2011

"Dzisiaj na obiad było do wyboru: ryba albo kotlet. Wybrałam rybę. I zamiast zajadać ją ze smakiem, siedzę nad talerzem i płaczę, że może jednak kotlet byłby smaczniejszy. Bez sensu. Wybór zawsze wiąże się z utratą rzeczy, której nie wybraliśmy. Ale jeśli zaczynamy po niej rozpaczać, to nie mamy czasu dobrze zająć się tym, co wybraliśmy. Ani nie zjemy kotleta, ani nie nacieszymy się smakiem ryby. Żeby być szczęśliwym, trzeba kurczowo trzymać się teraźniejszości."

- Irena Kwiatkowska
"Pewien żebrak od ponad trzydziestu lat siedział przy drodze. Aż tu któregoś dnia nadszedł jakiś nieznajomy. „Ma pan trochę drobnych?" - wymamrotał żebrak, machinalnie wyciągając rękę, w której trzymał starą czapkę do baseballu. „Nie mam niczego, co mógłbym ci dać" - odparł przechodzień, a po chwili spytał: „Ale na czym ty właściwie siedzisz?". „Och, to tylko stara skrzynka" - odpowiedział żebrak. „Siedzę na niej, odkąd pamiętam". „A zajrzałeś kiedyś do środka?" - zapytał nieznajomy. „Nie" - odrzekł żebrak. „Po co miałbym zaglądać? Tam nic nie ma". „Może jednak zajrzyj" - powiedział przechodzień. żebrak zdołał podważyć wieko. Ze zdumieniem, niedowierzaniem i uniesieniem stwierdził, że skrzynka jest pełna złota. Jestem właśnie tym nieznajomym, który nie ma ci nic do ofiarowania i radzi sprawdzić, co jest w środku. Nie w żadnej skrzynce, tak jak w przypowieści, lecz jeszcze bliżej: w tobie samym. „Ale przecież ja nie jestem żebrakiem" - odpowiesz. Ci, którzy nie odnaleźli swojego prawdziwego bogactwa, czyli promiennej radości Istnienia wraz z towarzyszącym jej głębokim, niewzruszonym spokojem, są żebrakami, nawet jeśli opływają -we wszelkie materialne dostatki. W świecie zewnętrznym rozglądają się za ochłapami przyjemności, spełnienia, potwierdzenia swoich racji, szukają bezpieczeństwa lub miłości, a tymczasem we własnym wnętrzu noszą skarb, który nie tylko zawiera w sobie komplet wymienionych dóbr, lecz jest nieskończenie cenniejszy niż wszystko, co świat ma do zaofiarowania." 
Echart Tolle

27 lutego, 2011

Siedzę przy stole ze wzrokiem zastygłym na jakimś punkcie za oknem, który istnieje tylko w mojej głowie.                                Ktoś puka do drzwi. Otwieram. 
To Miszkolc, tutejszy wilk leśny, mój pies nieprzesadnie piękny. Nic nie mówi. Rozkłada się pod stołem.
Pogłaskałam przyjaciela i  wyczułam jego psią tęsknotę za wybranką serca. Znów zawiesiłam wzrok za oknem, na punkcie, którego nie umiem określić słowami, po prostu jest i tworzy się z moich ciepłych myśli o kimś kto jest gdzieś daleko, nie wiem nawet gdzie.  
Siedzę w cichym pokoju wyłapując dźwięki muzyki, która bardzo zgrabnie pełza  przebrana w pomarańczowy, orientalny strój…skąd przybyła dokładnie nie wiadomo, może z krainy gdzie można usiąść i odpoczywać, a umysł się temu podda, z krainy gdzie można poczuć ciepło rozchodzące się z samego wnętrza.  Ta kraina po prostu jest tu, gdzie ja jestem.                                                                              Te miłe dźwięki czuje pod palcami,  które tańczą na stole w rytm pomarańczowej muzyki. 
Nic nie powiewa, wszystko zastyga w ciepłych barwach namiętnej czerwieni i pomarańczu. 
Zamykam oczy. Daleko od wszystkiego, najbliżej tej tu teraz chwili. 

23 lutego, 2011

KRAINA HUNZA


KRAINA HUNZA - dawne księstwo muzułmańskie znajdujące się na obszarze dzisiejszego Pakistanu, u podnóża zachodnich Himalajów

W tej niezwykłej krainie ludzie dożywają w świetnej formie fizycznej i psychicznej ponad stu lat. Ojcami zostają jeszcze 90 - letni mężczyźni. Hunzowie pracują do końca swych dni, nie znają znaczenia słowa "emerytura"
Mieszkańcy raju na ziemi chorują też niezwykle rzadko. 
Nowotwory, choroby serca, zawały albo odry, świnki czy ospy wietrzne u dzieci są tam właściwie nieznane. 

Dolina, w której żyją hunzowie jest całkowicie odcięta od świata. Nie ma tam sklepów, samochodów, przemysłu, a pieniędzy się prawie nie używa. 
Większość ludzi zajmuje się rolnictwem. Ziemia daje obfite plony lecz nie stosuje się tam nawozów sztucznych. Powietrze tam jest kryształowo czyste, a gleba daję wodę bogatą w związki mineralne. 
Hunzowie jedzą dość mało mięsa, zwierząt jest niewiele bo nie ma pastwisk do ich wypasania. Jest natomiast obfitość zbóż, warzyw i dorodnych owoców. 
Z ziarna wypieka się chleb, a warzywa i owoce zjadane są na surowo pod postacią sałatek zakrapianych olejem z pestek moreli.
Hunzowie piją codziennie szklaneczkę miejscowego wina. 

W krainie Hunzów nie występuje też zjawisko przestępczości, agresji, zagrożenia czy kontroli. Nie ma tam wojska, policji, złodziei, przestępców.
Ludzie czują się bezpieczni, pomagają sobie wzajemnie, czują się szczęśliwi i na swoim miejscu.
Pracę swoją wykonują bez stresu i zegarka, z głębokim przekonaniem o słuszności tego, co robią.
. Według Hunzów człowiek jest podobny do rośliny. Musi mieć silne poczucie przynależności. W przeciwnym razie więdnie i umiera jak roślina wyrwana ze swojej gleby, a bezczynność jest znacznie większym wrogiem życia niż praca.
Najlepszym umysłowym lekarstwem jest pogoda ducha, a nienawiść i narzekanie powodują napięcie i nerwowość
Życie szanują pod każdą postacią, starając się we wszystkim działać zgodnie z naturą


18 lutego, 2011

4 dni gorączki, zmogło mnie totalnie, wszystko po kolei, jakby prawie każda część ciała chciała o sobie dać znać jak np. dziś rano węzły chłonne, które powiększyły się ileśkrotnie. 
No i tak sobie narzekam. 
Leże, i tylko kursuje stąd do łazienki. 
I co w tym ciekawego, hm ?
Tak sobie leże i czuje taką przyjemną pustkę w środku, brak oczekiwań. 
Nie wiem czy to brak świeżego powietrza czy nadmiar leków ale wszystko mnie  śmieszy. 
Przynajmniej śmieszyło…och jak było wesoło, kiedy dzieciaki siedziały mi na głowie i śmialiśmy się z najmniejszej głupoty, a Flo wtulona we mnie opowiadała niesamowite historie w wilkach leśnych. Już tęsknie. 
Chce wreszcie wstać i pójść chociaż na spacer.

Dawno nie odwiedzałam własnego bloga. Teraz czytam swój ostatni wpis o otwartości i wiecie co cholera!? No nie wiem jak to jest ale ja nie mam tutaj z tym problemu. Wszystko się dzieje samo…naturalnie, jestem sobą.  Nie zastanawiam się tysiąc razy dziennie jak się otworzyć, po prostu żyje. Widzę jak w mieście mój umysł się plącze i męczy, a można przecież o tyle prościej i spokojniej. 

06 lutego, 2011

Problem otworzenia się na ludzi i zaufania zajmuję mi dużo czasu, a przede wszystkim pochłania dużo życiowej energii. Proste wyjście ze znajomymi do knajpy potrafi być zmaganiem ze swoim zamknięciem i oporami. I co się okazuje wiele osób ma ten problem, dziś zadzwoniła do mnie bliska mi osoba i powiedziała :  "Wiesz…mam duży problem z otworzeniem się na ludzi, często nie pokazuje siebie takiej jaka jestem, a przecież wiem, że jestem fajna i mogłabym się tym dzielić…lecz coś mnie nieustannie blokuje, albo się zamykam i czuje się skrępowana albo nakładam maski, a w nich z kolei zaczynam się dusić. Moi rodzice kiedy byłam mała zawsze mówili innym : 'Ona jest wstydliwa' i taki mój obraz został w mojej głowie. Jutro kiedy będę kupować bilet w autobusie trzymaj za mnie kciuki. Będziemy się wspierać"
Wspaniała miłość, sposoby na odniesienie sukcesu, szczęście jako naturalny stan człowieka - o tym między innymi mówią książki z dział rozwoju osobistego.
Ale zanim to wszystko zacznie działać, należałby ten umysł otworzyć na ludzi, a w pierwszej kolejności na siebie. 
Tylko jak to zrobić ? Jak się otworzyć ?
Jak  poczuć się dobrze ze sobą w towarzystwie innych, poczuć  w końcu swoją spontaniczność i naturalność  ?
Często nawet osoby, które gadają bez przerwy w towarzystwie  i zachowują pozory luźnego podejścia do innych, są w środku przeraźliwie pospinane.

Nie chcę przeżyć życia, orientując się dopiero na jego końcu jak prosto można było się otworzyć na ludzi. Mam do powiedzenia i pokazania coś teraz, chcę przemówić moim językiem, moją spontanicznością jaką okazuję siedząc w bezpiecznym domu, osobom, które już bardzo dobrze znam,  chcę to bezpieczeństwo i naturalność nosić ze sobą wszędzie. I dowiedzieć się w najbliższym czasie co stoi na przeszkodzie. Nie chce żeby okazje przemykały mi przed nosem przez mój brak zaufania i strach, co nie pozwala mi uwolnić tego czym chce się dzielić ze światem. Świat podda to ocenie i niech tak będzie, nie o to chodzi, chodzi jedynie o to, że to jest dla mnie wartościowe, że to jest moje i chce się tym dzielić.

29 stycznia, 2011

z lata..

Ganek, och…wpada tu takie ciepłe letnie światło, słońce ogrzewa nam plecy. Siedzimy na przeciwko płyty gramofonowej która również pogilgotana promykiem słońca wydaje dźwięki, które wprowadzają nas w stan dalekich wędrówek i bliższych przyjemności dla których nawet nie znajduje słowa…ależ po co je nazywać…niektórych ze stanów nawet nie należy nazywać…one po prostu są. Siedzimy tak już z dobre 40 minut, w milczeniu, ale od czasu do czasu wracamy do bliższej jakże przyjemnej rzeczywistości i uśmiechamy się do siebie popijając mrożoną herbatę z kawałkami świeżo zerwanej mięty. Nic więcej nam nie potrzeba, świeże powietrze wpada przez drzwi ganku, muzyka roznosi się po ogrodzie, od czasu do czasu gdzieś ujada nasz pies i ptaki wsłuchane w płynącą muzykę ćwierkają tak jakby już znały ją na pamięć.
Chciałabym żeby w mieście była wiosna,  w górach zima, a pośród śniegu jedna ciepła,  wysoka trawa, w której mogę się położyć jednocześnie będąc na koncercie depechów, zarazem będąc pijaną, leżącą na podłodze w mieszkaniu i płaczącą ze śmiechu z kimś z kim rozumiemy się bez słów. Jednocześnie chciałabym się wtulić w ciepłe ramiona. W tym samym czasie przyczepiając sobie lekkie białe skrzydła dzięki, którym będę mogła odlecieć w przestrzeń, w której nikt mnie nie znajdzie, zawisnąć nad oceanem, obserwować z góry bezkres, od czasu rozmawiając z nadmorskimi ptakami w ich ptasim języku. W tylu miejscach naraz..., chcąc uciec od zmęczenia.
 hah...no uwielbiam ich :)

24 stycznia, 2011

w góry, oj jak bardzo chce już w góry, miasto mnie zmęczyło, cały ten kurz, dym miasta wytrzeć o liście. wyjechać

18 stycznia, 2011



"By zmienić świat,
Zacznij od jednego kroku,
Jakkolwiek mały,
Ten pierwszy jest najtrudniejszy.

Jak już zaczniesz iść,
będziesz dobrze chodził.
Mówiłeś, że nigdy tego nie robiłeś,
bo mógłbyś zginąć, próbując.
Bo mógłbyś zginąć, próbując.
Bo..."

11 stycznia, 2011

przemykam przez puste, niebezpieczne ulice miasta wraz z muzyką.  Prosta, szara, cicha droga do domu, w powietrzu miejski niepokój, kawałki butelek pękające pod podeszwami, papierosy spływające wraz z topniejącym śniegiem, niewyraźne oczy wystające z bram, kotów albo nieprzytomnych ludzi. Nie umiem się tu odnaleźć choć do domu droga jest prosta, czuje w jednym momencie nienasycenie, które przechodzi przez mój mózg wraz z mocnym dźwiękiem…och! jak mi brakuje… 

04 stycznia, 2011

 W całym mieszkaniu jest już  ciemno...jak i w całej wsi, tylko lampka, która stoi przy mojej głowie daje  lekkie światło jednocześnie ogrzewając mój pochylony czubek głowy. W uszy delikatnie wplątuje  mi się gitara Gustavo - w sam raz na wieczorne wyciszenie. W to wszystko wmieszany jest jeszcze zapach swetra góralskiego czyli prawdziwej ostrej wełny...ach jak to dobrze, że mogę tu być- myślę sobie za każdym razem kiedy dociera do mnie ten owczy zapach. Po głowie jednocześnie plączę mi się najpiękniejszy wiersz o miłości Nerudy, który mogę czytać przynajmniej raz dziennie, oprócz tego szczypta tęsknoty i opowieść o odwadze którą przeczytałam dziś w książce "Quest", a którą chętnie się podzielę na początek nowego roku…

OPOWIADANIA O ODWADZE - Papierowe smoki. 
Czy byłem odważny, kiedy jako pięcioletni chłopczyk musiałem sam, w mroźne zimowe wieczory, chodzić po mleko do sąsiedniego gospodarstwa i z pełną bańką wracać w ciemnościach do domu, gdzie z kolacją czekała na mnie rodzina?
Wydaje mi się, że uważałem się wówczas za bardzo dzielnego, nawet jeśli wyprawa kończyła się desperackim biegiem do utraty tchu aż do granic naszego ogrodu, gdzie w bezpiecznym, znanym otoczeniu z ulgą mogłem w końcu zwolnić. Nieniosące żadnych realnych zagrożeń wyprawy po mleko zamieniały się w niebezpieczne misje. Musiałem w pojedynkę stawiać czoło wszystkim przerażającym kreaturom, które zdawały się czaić za powalonymi wzdłuż drogi drzewami. I zawszę wracałem do domu zwycięsko. 
Wspomnienie tych wypraw ożyło, kiedy trzydzieści lat później świętowałem z bliskimi przyjaciółmi chiński Nowy Rok. Jedliśmy kolacje w ich restauracji położonej w azjatyckiej dzielnicy miasta i przyglądaliśmy się odbywającej za oknami efektownej paradzie.  Uwagę moją przykuły wspaniale wykonane i bogato zdobione, ogromne, papierowe, smoki. Wystawiane przez całe popołudnie,  były teraz podpalane według jakiegoś żywego i radosnego rytuału. Zapytałem gospodarza, czy wie, jaka jest geneza tej dziwnej tradycji i jakie jest jej znaczenie
- To wyjątkowy dzień- zaczął. - Musimy przygotować się na wkroczenie w nowy rok. Do północy pozostało zaledwie kilka godzin.
Spojrzałem na niego pytająco.
- To już wiem - nieco zirytowała mnie jego skąpa odpowiedź. - Ale co to ma wspólnego ze smokami ?
Gospodarz spojrzał na mnie z rozbawieniem, doskonale zdając sobie sprawę z rosnącej we mnie niecierpliwości . Odstawił swoją miskę zupy, zdjął okulary i wskazał na zbierającą się właśnie na ulicy grupkę ludzi. 
-Spójrz uważnie- polecił- Co widzisz ? 
Ludzie utworzyli koło. W samym środku jakiś mężczyzna podpalał jednego z tych srogo wyglądających stworów. W jednej chwili delikatna struktura stanęła w ogniu i nadymając się niczym rękaw do wskazywania kierunku wiatru, próbowała wzbić się w powietrze. W końcu znikła jak kamfora. 
- Smok symbolizuje nasze lęki-zaczął tłumaczyć Czang. - Wymyśliliśmy go, wykonaliśmy i żywiliśmy. Przedstawia nasze lęki, jak jak gdyby rzeczywiste do tego stopnia, że sami zaczęliśmy w nie wierzyć. Lecz są one jedynie fasadą- zwykłym wytworem naszej wyobraźni, który nie powinien nas zatrzymywać na naszej drodze. Zrobił pauzę, pozwalając, by słowa te do głębi nas przeniknęły. Po chwili wypił łyk herbaty i mówił dalej. 
- Rytuał ten mów również o tym, że odwagi nie wolno mylić z brawurą. Czasami owszem, wiąże się ona z brawurowymi wyczynami i pogardą dla śmierci, lecz jest i druga strona medalu. Odwaga to także stawianie czoła ukrytym demonom, naszej ignorancji oraz lękom, których się wypieramy i które dotyczą spraw dla nas niepodważalnych. Przełom roku to doskonały moment, by sobie o tym przypomnieć. Poprzez rytualne palenie smoka przywołujemy nasze najgłębsze lęki i symbolicznie obracamy je w proch. Czyniąc to wkraczamy w nowy rok gotowi do przyjęcia wszystkiego, co z woli Wszechświata ma stać się naszym udziałem.