19 grudnia, 2012


Zupełnie samotne noce, 
Zaczęłam je wykorzystywać w końcu.
Nareszcie nie do codziennego topienia w alkoholu swoich myśli...
…ale do poznawania siebie, zgłębiania tajemnic czasu, w którym jestem i poznawania od nowa swoich możliwości przebywania w zupełnej samotności. 
Na początku za wszelką cenę chciałam od  tego uciec, teraz już nie było wyjścia…tzn znalazłoby się jakieś ale podjęłam decyzję…zobaczmy znów jak to jest.
Siadam więc wieczorami sama w zupełnej ciszy i dogaduje się ze sobą, kiedy dogadam się już ze sobą, zobaczę, że umysł spowalnia i przestaje być wystraszony samotnością, zapisuje czego się nauczyłam w ciągu ostatnich dni, w ciągu  tego zmagania się umysłu czyli poznawania siebie znów w ciszy. 
Przeklinałam ten czas jeszcze parę dni temu,  było mi okropnie, momentami nie do zniesienia ale to przyniosło mi bardzo ważną naukę. 
A jaką to już zachowam dla siebie.


Tęsknie za naturą, za śniegiem w górach, za jazdą na nartach, za górską ciszą, przestrzenią i wolnością.







15 grudnia, 2012

Koniec świata


Zastanawialiście się pewnie o co chodzi z końcem świata. 
Ja też…też się zastanawiam nad początkiem.
Wyobrażacie sobie, że w  ten wyznaczony przez majów dzień 21 grudnia wybrany nieprzypadkowym przypadkiem z pośród ich wielu kalendarzy zahuczy potężny głos mówiący jednocześnie we wszystkich językach. Ten ogromny głos, od którego zadrży ziemia, do każdego powie co innego, to co najbardziej jest każdemu potrzebne, czasem może będzie wystarczył tylko jeden dźwięk, który będzie czynił ludzi przebudzonymi. Niektórzy od razu umrą ze strachu, inni znów będą biegać za własnym ogonem tak jak to do tej pory robili tylko w tak przerażającym tempie, że albo się zatrzymają i złapią oddech albo oślepną.   Inni znów będą siedzieć pod drzewem i rozmawiać z naturą, inni będą sadzić nowe drzewa z czystym sumieniem, inni znów brudni sumieniem będą starać się oczyścić ją środkami chemicznymi tylko po to żeby dostać nagrodę od wielkiego głosu. Jeszcze inni obwieszeni złotem będą ciągnąć swoje głowy po betonie z miną dumnego, nadętego bogacza. 
Czy coś się zmieni ? 


12 grudnia, 2012

Nash: "Does our relationship warrant long-term commitment? I need some kind of proof, some kind of verifiable, empirical data."
Alicia: "I'm sorry, just give me a moment to redefine my girlish notions of romance. How big is the universe?"
Nash: "Infinite."
Alicia: "How do you know? "
Nash: "I know because all the data indicates it's infinite."

Alicia: "But it hasn't been proven yet."
Nash: " No."
Alicia: "You haven't seen it."
Nash: "No."
Alicia: " How do you know for sure?"
Nash: "I don't, I just believe it."
Alicia: "It's the same with love I guess." (A Beautiful Mind )

11 grudnia, 2012

z nadzieją nam będzie do twarzy
jutro możemy być szczęśliwi
jutro by mogło być w tej chwili...

17 listopada, 2012


Mieszkanie samemu, przynajmniej te pierwsze dni to dziwny czas…czuje się jakbym przyleciała z księżyca, znów poznaje się na nowo. 
Lubię ten stan, że mogę na luzie wyciągnąć nogi, puścić muzyczkę nie przeszkadzając nikomu, zjeść co tam chcę i chodzić w czym chcę. Fajnym uczuciem jest też to, że można urządzać miejsce po swojemu od samego początku.
 Ale wicie co ? Straśnie brakuje osoby po drugiej stronie stołu żeby wspólnie zjeść zupę. 

08 listopada, 2012

My ludzie gramy często w przedziwne gry,  którym sami się dziwimy.
Stwarzamy sobie sytuacje jak ciasne pudełka, w których trudno jest się nam poruszać... ale siedzimy w nich uparcie, nie dość tego... przyjmujemy w nich różne dziwne pozy (udając, że jest nam wygodnie) żeby sprawiać wrażenie takich, którzy całkowicie panują nad sytuacją i wiedzą co się stanie za chwilę albo co zrobić żeby stało się tak, a nie inaczej.
Patrzyliście na to kiedyś otwartym umysłem i szeroko otwartymi oczyma ? Patrzyliście na siebie z boku ? Czy widzieliście jacy jesteśmy w tym śmieszni ? Jacy mało spontaniczni czyli totalnie skrępowani nakazami i zakazami w swoich głowach ? Czy to nie zabawne widzieć siebie w bardzo pokracznej pozie przypominając biegającego indyka, który czegoś się wystraszył, w związku z czym próbuje udawać drapieżce. Czy to nie śmieszne ?
Wyraźnie to widać w związkach...na początku znajomości, kiedy obydwie strony będą udawać, że nie są sobą zainteresowane, istnieje wiele powodów...wszystko jednak zaczyna się od strachu.       Narzucamy sobie nakaz udawania. Udajemy, że chyba w sumie to nie chcemy niczego poważnego, że może i jesteśmy zainteresowani drugą osobą ale w sumie nie wiadomo czy do końca i dlaczego. Zakaz zbytniego zbliżania się,  zakaz oddania się, zakaz całkowitego pokazania, że nam zależy.  Wywijamy swoim indyczym łbem udając drapieżce. Stajemy na jednej nodze, szyje wyciągamy do przodu, wzrok nerwowo odwracamy do tyłu... zerkamy szybko ale tylko wtedy kiedy wydaje nam się, że druga strona nie patrzy, ...a to wszystko w swoim ciasnym pudełeczku ...skrępowani strachem, któremu dajemy rządzić.
W co my gramy ?

25 października, 2012

Powietrzna siło, oddechu w nadętych płucach, oddechu co wychodzisz moimi drzwami i biegniesz przez cały wczechświat ratując i odżywiając go co milisekundę i łącząc mnie z oddechami innych.
Jesteś nieskończonym ogromem, a więc mam do Ciebie pytanie ? Dlaczego my tak mało Ciebie znamy? ...czasem przez całe życie zauważamy Cię tylko kilka razy, często jedynie wtedy kiedy zaczyna nam Ciebie brakować.

19 października, 2012

18 października, 2012

Z TĘSKNOTY ZA PUSZYSTYMI CIEPEŁKAMI

Bajka o szu-du-du to najważniejsza przypowieść stosowana w analizie transakcyjnej, psychologicznej koncepcji stworzonej przez Erica Berne’a. Puszyste ciepełka z bajki symbolizują podstawowe pragnienie człowieka - potrzebę kontaktu i bliskości fizycznej, która z czasem dojrzewa i przyjmuje postać pragnień związanych z bliskością emocjonalną.

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było królestwo, w którym ludzie żyli długo i szczęśliwie. Nie było tam nieszczęść, chorób i przemocy. Każdy mieszkaniec tego królestwa miał swój woreczek z szu-du-du, z którym przychodził na świat. Gdy tylko ludzie spotykali się, zaraz obdarowywali się puszystymi ciepełkami, które dawały poczucie bliskości i zadowolenia. Woreczki miały czarodziejską moc, bo napełniały się puszystymi ciepełkami, gdy tylko trochę z nich ubyło. Mieszkańcy królestwa byli zadowoleni i szczęśliwi, poza czarownicą Belzefą, która nie mogła sprzedać swoich mikstur, bo nikomu nie były one potrzebne. 

Dlatego wybrała się do króla i każdego dnia szeptała mu do ucha: „zobacz, twoja żona rozdaje szu-du-du na prawo i lewo, waszym dzieciom, na pewno ich dla ciebie zabraknie”. Najpierw król śmiał się i przekonywał Belzefę, że bardzo się myli. Niestety, z czasem zaczął bać się, że dla niego może zabraknąć. Wydał wtedy dekret, że wszyscy mieszkańcy królestwa muszą schować woreczki z szu-du-du do wielkich skrzyń, a wyjmować je będą mogli tylko przy okazji świąt, imienin i urodzin własnych i swoich bliskich.

Od tego czasu ludzie byli coraz smutniejsi, zaczęli ciężko chorować, wszczynali kłótnie i awantury. Tylko Belzefa zacierała ręce, bo znowu jej chata pełna była nieszczęśników. Żeby nie rozchorować się czy oszaleć z powodu braku szu-du-du, ludzie wymyślili plastikowe i zastępcze ciepełka, które w najgorszym wypadku przyjmowały postać zimnych, kłujących. 

Zamiast prawdziwymi, obdarowywali się plastikowymi szu-du-du, np. orderami i nagrodami za ciężką pracę, świadectwami z czerwonym paskiem czy wywiadem w znanej gazecie. Gdy ludziom brakowało plastikowych szu-du-du, to sięgali po zimne, kłujące. Bez znaków rozpoznania i jakiejś formy bliskości nie dawało się żyć. Dzieci często prosiły rodziców o szu-du-du ze skrzyni, ale ci przekonywali je, że nie mogą tego zrobić, bo ciepełek może zabraknąć. 

W nocy chowali woreczki jeszcze głębiej. Pewnego razu dzieci Matyldy i Franciszka poszły za miasto i zobaczyły mały domek z ogródkiem, w którym żyli babcia i dziadek z kotem i psem. Z przerażeniem spostrzegli, że ci starsi ludzie mają woreczki przyczepione do pasa i gdy przechodzą obok siebie – wyjmują puszyste ciepełka i wzajemnie się obdarowują. Zaczęły krzyczeć: „Co robicie, nie wolno, zabraknie ciepełek!!!”, ale babcia i dziadek uśmiechali się i obdarowali ich swoimi szu-du-du, nie chcąc nic w zamian. Woreczki wcale nie stawały się puste, a raczej coraz bardziej pękate. Dzieci zauważyły to, radosne pobiegły do domu i zaczęły przekonywać rodziców, że można wyjąć woreczki z szu-du-du, bo puszystych ciepełek nie ubywa. Jak myślicie, czy przekonali rodziców?


Źródło : Charaktery, portal psychologiczny

16 października, 2012

Siedzę w autobusie, przede mną widok na góry. Jest dobrze. Jednak coś mnie gniecie, uwiera, a ja nie mogę tego zlokalizować. Modlę się żeby to zniknęło, tłumacząc Bogu, że to zdarta płyta i to już zbyt uciążliwe.  Do autobusu wsiada dziewczynka, ma warkocze po pas, siada na przeciwko mnie i tak się uśmiecha, tak jej się iskrzą oczy, że nie mam więcej pytań. Raz...dwa...trzy...Przeszło mi!


A propos raz dwa trzy ...

I ja doczekam tego dnia! ...
Zmęczony burz szaleństwem

"Zmęczony burz szaleństwem, jak statek pijany,
Już niczego nie pragnę, jeno wielkiej ciszy
I kogoś, kto zrozumie mój żal nienazwany,
Kogoś, kto mą bezsłowną tęsknotę usłyszy;

Kogoś, kto jasną duszą życie mi przepoi,
Iżbym w spokoju bożym wypoczął po męce,
Kogoś, kto rozszalałe serce uspokoi,
Kładąc na moje oczy miłosierne ręce.

Idę po szczęście swoje. Po ciszę. Do kogo?
Którędy? Ach, jak ślepiec! Zwyczajnie - przed siebie.
I wiem, że zawsze trafię, którą pójdę drogą,
Bo wszystkie moje drogi prowadzą do Ciebie." 


30 września, 2012

Z oscypkiem w świat

Wdy, kie sie bierem kajsik za granice, to pieknie se ryktujem kuferek, a do kuferecka, śródzi syćkiego, co mi bedzie na cudzej ziemie potrzebne, oscypek. Ba jakos! Na Słowacyjej, na Czechak, w Bułgaryjej, cy śródzi Rumunów o oscypku wiedzom, przeto ze u nik podobne pasterskie zwyki i tradycja wyrabiania sera. No dy przyjechałek w Portugalije, siedzem przed karcmom i pisem.
A we w tym moim malućkim przepatrzowcu, komputerku nima góralskik luterek, znacków, kresecek ponad luterkami, co ja ik uzywam do mojego gwarom pisania, uparcie, jako to stare oślisko, przeto pisem jako pisem. Kto wie, gware przecyta, a i Marcelowi bedzie łatwiej.
Posełek wcora do karcmy, przynapić sie kapecke piwa. Zarasecki my sie stowarzysyli s takim jednym Portugalcem, co mu było Jesus. Jesce jek nigdy w zyciu swoim ze zadnym Jezusem piwa nie pił!
Wreście sie mnie z ciekawości spytał, skond zek jes i co haw robiem?
Ja mu cysto piknie wyświetliłek, ze zek z Podhala, to taki końdek z Polski, i ze hawok swojom robote mam. On mi na to, ze musowo trza mnie brać do Fatimy, co byk uwidział figurke Najśwentsej Panny - Bez co ? - Pytam się do grzecnie . - My haw swojom w Ludźmierzu mamy, a na Krzeptówkach kopije fatimskiej.
Kopija to kopija - on rzece - hawok jest je prawdziwa, a o ludźmierskiej on nie wie, to pewnie jakasi płońsa ?
Poźrałek na niego, krew mie pomalucku zalała i gadam tej portugalskiej weredzie, coby mi o naskiej brzyćko nie rozprawował, bo ona walor wielgi ma! I byłaby piekna bitka, ino nas karcmarz pogodził, kie krzyknon, ze jak mu bardak w karcmie srobimy, to juz ani haw, ani nika we w tej dziedzinie piwa sie nie napijemy! No i dobre. Coby chłopa uspokoić, wyjonek oscypka, co zek go w turbce ze sobom przyniósł, i nukałek karcmarza do sprógowania. W zyciu swoim ón cegosi podobnego nie jadł i sie obawiał, coby mu nie zaskodziło. Wreście w gembusie wzion, pociumkał, przełknon, ocy wielgie srobieł i cosi woła do syćkik w karcmie! He, trza sie bedzie brać - myślem se- przy oknie nikogo nima, no to oknem hybne do pola i jus! Ba oni syćka prógować, a jenzykami mleć, a cyckać, ciumkać poceni i gwarzyć po portugalsku, ocy ku górze wywracajency. Zaceni mnie wypytywać o recepis, o technologije, z cegos to, a jakos to, bo u nik tes owce chowajom, samek widział godne kerdle. Na koniec, kie zek im rzókł syćko, co, jako i kany, jeden ś nik zawołał :
-Merda! A nie chódziło mu o jaki esik merdanie, ba o cosi brzyćkiego, i pedział, ze nic u nik z pucenia oscypków nie bedzie, bo Unija zabroni! Ón jus ta wie, bo robi hawok w magistracie. No i w samej rzecy - merda! Wej, kie my jus tak portugalski oscypek odpuścili, po cichućku przysiednon sie ku mnie taki mały, carny, chytry i gada mi ze ón fajny interes wyśtuderował.
Skoro  Polacy tak okrutnie poboźni, to ón by przywoził do nas, na sałas cudownom wode z fatimskiego źródełka, coby robić i oscypki mocyć.
Syćko by sie warciućko za dobre pieniondze sprzedało! Dobrze, nie bardzo, jak w góralskik ksionskak napisane, ba kie óni telo chytryk ludzi z takim pomyślunkem majom, to bez co u nik cały ten kryzys.

Sr. Queijo
Piotr Bies. Tygodnik Podhalański
S: Kiedy wracam z miasta to czuje duży mętlik w głowie, który ze sobą stamtąd przywożę jak by wszystko we mnie biegało, jakby chciało mi rozerwać głowę, czuje, że jestem chaotyczna, patrzę ale nie widzę.
 E: Masz na to jakieś sprawdzone sposoby? Pomaga Ci coś wrócić do siebie ?
 S: Medytuje, chodzę na samotne spacery, ale jest taki punkt we mnie, który mi trudno przekroczyć żeby to zrobić, czuje się jak alkoholik, który nie może przestać pić, jakby umysł mówił mi, że muszę przy nim zostać w tym mętliku,że to jest cholernie ważne, i, umysł biega jak płaczące dziecko, które się zgubiło.
 E: Kiedy udaje Ci się przejść przez ten punkt ?
 S: Dopiero po kilku dniach, kiedy już jestem bardzo zmęczona.
 E: Co wtedy czujesz kiedy "wracasz do siebie"?
 S: Czuje się spokojnie i szczęśliwie, widzę wszystko, potrafię obserwować tak jak lubię, cichnę w środku, nawet zmienia mi się głos.
 E: Jak widzisz swój wcześniejszy stan z perspektywy cichego spokoju ?
 S: Widzę to jako obłęd, zresztą szybko to ode mnie odchodzi i przestaje go pamiętać, nie wiem o co w tym stanie chodziło.