08 marca, 2008

"patrz jak słowik pięknie śpiewa Madagaskar..."

Mogło by to zostać między nami ale jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że wstałam o 7 nad ranem i postanowiłam to opisać. Drodzy państwo, wczoraj w nocy już dość późno rozmawialiśmy z Lucasso na skypie, nagle L. znika... po chwili dostaje sms-a, że na całym osiedlu wyłączyli prąd no i że to idealne warunki na skok... ( rabunkowy rzecz jasna ) . A ja w odpowiedzi na wiadomość piszę, że zaraz odprawie czary nad sprawą prądu i nie tylko...
Musze przerwać opowieść na bardzo istotne pytanie : Czy oglądali Państwo mili „Klątwę skorpiona „ Woodiego Allena ? Jeśli tak będzie Wam prościej zrozumieć.
Wracając...więc piszę, że zaraz odprawie czarny nad sprawą prądu i nie tylko, a wiadomość dalej dokładnie brzmiała tak : Madagaskar...Pójdziesz teraz do ciastkarni i wyniesiesz stamtąd wszystkie najlepsze ciasta. Zanieś je do domu i schowaj pod łóżko. Po przebudzeniu nic nie będziesz pamiętał. Następnie zadzwonię z dalszą instrukcją...Madagaskar...
W odpowiedzi dostaję sms-a : Z hasłem Konstantynopol...., i instrukcją odpieczenia wszystkich serników w pełnym porządku tak byśmy mogli co dzień odprawiać takie nocne hokusy. Po czym dostałam za jakiś czas kolejną wiadomość : Plan w połowie wykonany! Czekaj na mój znak !
I drodzy państwo minął jakiś czas, ja już ciut senna przyodziana w strój senno -zimowy zmierzam w kierunku łoża, a tu krótka wiadomość tekstowa, która w pamięci na długo mi pozostanie :
Zejdź na dół do drzwi klatki...zostawiłem Ci część łupu. Więc schodzę niepewnie , otworzyłam... nic tam nie ma. Weszłam na górę chichocząc, myślę : „oj! Ten Lucasso, Zrobił sobie ze mnie ładny żarcik.”
I piszę znów, że przy drzwiach niczego nie ma, żartując że chyba kto inny łup przechwycił.
Na to L. Pisze mi żebym jeszcze raz zeszła bo łup wisi na klamce od drzwi na klatkę. Schodzę i proszę państwa ...niesłychana rzecz ...w sreberku zapakowany pachnący jabłecznik i doczepiona do niego kartka z kalendarza z datą na 8 marca i podpisana...Madagaskar (jak przypuszczam pędzlem malarza). Chodziłam długi czas nie mogąc przestać się śmiać, ojciec który nie spał tak jak ja śmiał się razem ze mną. Ciasto pachnące i pyszne.
Coż więcej mówić...Coś pięknego.
Chwileczke drodzy państwo...kot wskoczył mi do szafy, i wszystko z niej wypadło...idę posprzątać...chwilę proszę zaczekać...Mili moi ! Z szafy wypadła mi góra sernika ! g ó r a s e r n i k a ! skąd ja to t u t a j...Matko boska!

1 komentarz:

łukasz moszczyński pisze...

bo kot myslał,że tam słowik smacznie
śpi