Po tym co się dziś stało nachodzą mnie osobiste refleksje. Każde odejście zawsze jest tak niespodziewane nawet jeśli jesteśmy do niego przygotowani. „Będzie na to czas” – mamy złudne poczucie nieśmiertelności.
Budzą się we mnie takie silne odczucia, że tak często żyjemy dość obojętnie wobec siebie.
Coraz częściej nienormalne staje się normalnym, żyjemy szybciej, mniej dokładnie i krótszymi zdaniami. Mnie osobiście często brakuje odwagi , czasem nawet do wypowiedzenia dwóch prostych słów.
Świadomość kruchości naszego życia zbliża nas do siebie ?
brak mi słów
08 kwietnia, 2010
Czuje, jak gdzieś pod kapeluszem zaczyna powstawać moja melodia, ta, która w jednej części składa się z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowi niewypowiedziany zachwyt nad samotnością.
07 kwietnia, 2010
"Dopóki człowiek nie podejmie zobowiązania, wciąż jest miejsce na wahania, wciąż istnieje szansa wycofania się i stale brakuje skuteczności. We wszystkich aktach inicjatywy (i tworzenia) ma zastosowanie jedna podstawowa prawda,której nieznajomość zabija mnóstwo pomysłów i najwspanialszych planów: z chwilą gdy człowiek podejmie zobowiązanie, wtedy i Opatrzność rusza do dzieła. Zaczynają się dziać najróżniejsze rzeczy, które w przeciwnym wypadku nigdy by się nie zdarzyły. Moment decyzji zapoczątkowuje cały łańcuch sprzyjających zdarzeń - najrozmaitsze nieprzewidziane wypadki, niespodziewane spotkania i pomoc materialna, o jakich nikt nie mógł nawet śnić. Nauczyłem się głębokiego respektu dla jednego z powiedzeń Goethego: Jeśli jest coś, co możesz zrobić, albo ci się śni, że możesz, zacznij to robić. W śmiałości tkwi geniusz, potęga i magia."
- W. H. Murray, Wyprawa na Mount Everest, 1951
06 kwietnia, 2010
Znów jestem w ukochanych górach. Oj jak tu wszystko budzi się po zimie..., uwielbiam tutejszą wiosnę. Zawsze kiedy jeżdżę po tych górskich serpentynach i patrzę na te cudownie wymyślone, rozgrzane słońcem góry mam pewność, że moje największe marzenia już zaczęły się spełniać.
Jadę i śmieję się sama do siebie jak wariatka bo to wszystko mnie szalenie zachwyca, a nawet wzrusza.
Mhhh.... te łąki zasiane dziko krokusami...mhhh...te promienie, zapachy...
W powietrzu czuć miłość, jest we wszystkim, na każdym kroku.
Teraz siedzę już pod piernatami przy otwartym oknie, za którym chichocze deszcz, który ze zniecierpliwieniem spadł jako jeden z pierwszych tej wiosny. Siedzący tuż obok mnie Sinatra, cicho śpiewa oczywiście o miłości, cichutko się dołączam zamykając przy tym spokojne, zmęczone i szalenie rozmarzone oczy.
01 kwietnia, 2010
Dostałam dziś od M. artykuł o kobiecie pięknej. To rozmowa Wojciecha Eichelbergera z Renatą Dziurdzikowską, fragment książki "Zatrzymaj się".
-Jaką kobietę określiłbyś jako piękną? Podobno mężczyźni najbardziej zwracają uwagę na nasze nogi, potem biust, oczy, biodra, talię. Wolą blondynki niż brunetki...
-Jest tylko jeden jedyny rodzaj pięknych kobiet - to kobiety pogodzone ze sobą.
— Czyli jakie?
- Kobieta pogodzona ze sobą cieszy się, że jest kobietą, lubi siebie, swoje ciało, bez względu na to, jak się ono ma do aktualnie obowiązujących standardów estetycznych i mody. Piękna kobieta tak naprawdę nie interesuje się tym, jak wygląda, nie patrzy w lustro. Jest kobietą wewnętrzną. Z kobietami, i w ogóle ze wszystkimi ludźmi, jest tak jak z drzewami. Tyle drzew, każde inne - dąb, brzoza, buk, osika czy sosna — i każde na swój sposób piękne.
- Po czym poznajesz, że oto masz do czynienia z piękną, czyli pogodzoną ze sobą kobietą?
- To widać na pierwszy rzut oka: po sposobie, w jaki się porusza, jak nosi głowę, jak patrzy na świat, jak się uśmiecha, jak używa swojego głosu. Widać po niej, że daje sobie prawo do tego, by istnieć i cieszyć się życiem, będąc taką, jaka jest.
- Po prostu - „jestem i już"?
- Tak - taka jestem, jaka jestem. Taka się urodziłam i nie muszę się do niczego i do nikogo dostosowywać. Piękna kobieta nie traktuje ciała jako przedmiotu, który ma spełnić jakąś określoną rolę; ciało nie jest dla niej manekinem do ubierania ani czymś do podziwiania czy uwodzenia. Ubiera się przede wszystkim wygodnie, z troską, by dobrze się czuć. Modą potrafi się bawić. Nigdy nie jest jej niewolnicą.
— A jeśli czuje się świetnie właśnie wtedy, gdy jest ubrana według najnowszych wskazówek mody, gdy dwie godziny spędza przed lustrem, robiąc makijaż?
— W ten sposób często mówią kobiety, które nastawione są głównie na to, by swoim wyglądem sprawiać wrażenie. Oczywiście mogą dobrze się z tym czuć, ale z zupełnie innych powodów. Dobrze się czują, ponieważ widzą, że są akceptowane, podziwiane czy pożądane.
— Czy to źle?
— Nie najlepiej. Pogodzona ze sobą kobieta, czyli ta prawdziwie piękna, nie kieruje się tym, czy się podoba, czy nie, jak wygląda w oczach innych, jakie zrobi wrażenie, co o niej pomyślą. Ona szuka zgody ze sobą, sposobu na wyrażanie siebie, własnej indywidualności. I pokazuje to swoim wyglądem, który jest ponadczasowy, tak jak i ona sama jest ponadczasowa. Ubranie, które na siebie wkłada, jest po to, by oddawało jej nastrój i jej osobowość. Czuje się dobrze w swoim ciele i intuicyjnie robi to, co dla niej najlepsze. Traktuje siebie podmiotowo. Jeśli chcemy sprawiać wrażenie, traktujemy siebie przedmiotowo, sprzedajemy się. Można się czasem tak pobawić, ale nie o to chyba chodzi w życiu. Poza tym dobre samopoczucie spowodowane tym, że ktoś nas podziwia czy pożąda, to ulotna sprawa — i tak przecież nie zdołamy zadowolić wszystkich.
— Jeśli tak bardzo zależy mi, by robić na innych wrażenie, to znaczy, że głęboko w sobie czuję, że jest ze mną coś nie tak, że nie jestem w porządku?
— Oczywiście. Jedynym wyjściem jest budować w sobie wewnętrzne poczucie wartości, które nie ma nic wspólnego z wyglądem. Chyba od czasów, gdy kobiety były niewolnicami, pokutuje w ich umysłach bardzo mocne przeświadczenie, że o wartości kobiety decyduje to, czy będzie się podobać mężczyźnie. Stąd te ciągłe pytania: co lubią w kobietach mężczyźni? Czy to nie przypomina targu niewolnic?
— Same kręcimy na siebie bat. Bardzo interesuje nas, co lubią mężczyźni; mały czy duży biust, szerokie biodra, a może wąskie, płaski brzuch czy wręcz przeciwnie. I badania na ten temat ochoczo drukujemy w naszych pismach.
— Przekonanie, że najważniejsze to sprawiać wrażenie i podobać się, jest spuścizną niewolnictwa. Na szczęście wiele wrażliwych i świadomych kobiet czuje wewnętrzny sprzeciw na samą myśl o tym. To nieprawda, że mężczyźni mają jakiś określony gust, że preferują jakiś rodzaj kobiecej urody.
— Ale badania...
— Badania dotyczą czegoś innego — preferencji estetycznych. Ale przecież przy wyborze partnerki na życie nieważne jest ciało, które przecież tak szybko się zmienia. Sprawy o wiele ważniejsze to radość życia, przymioty serca i charakteru, a także żywotność, temperament.
— Cokolwiek by mówić o pięknie wewnętrznym, w świecie, w którym żyjemy, obowiązuje bardzo konkretne i wymierne piękno. I „obiektywnie" ładnym żyje się łatwiej — bardziej ich lubimy, jesteśmy dla nich uprzejmi, chętnie pokazujemy się w ich towarzystwie. Dostają lepszą pracę i szybciej awansują.
- To media lansuj ą Ładnego—w reklamach Ładny jeździ dobrym samochodem, używa luksusowych towarów, zarabia duże pieniądze, jest inteligentny i wszechstronny. W ludzkich umysłach powstaje skojarzenie, że Ładny jest lepszy, że należy do kasty ludzi szczególnych, swoistych aniołów. Dlatego Ładnych traktujemy lepiej i dajemy im więcej szans. Ale z moich doświadczeń z kobietami, nie tylko w gabinecie terapeutycznym, niezbicie wynika, że te najładniejsze są często najbardziej nieszczęśliwe.
— I najczęściej — ku zdumieniu świata — samotne.
— Ładna kobieta jako dorastająca dziewczyna jest częściej odrzucana przez matkę. Matka, świadomie lub nie, postrzega córkę jako rywalkę. Jak macocha w baśni o królewnie Śnieżce, z niepokojem zagląda do lusterka i pyta, kto jest najpiękniejszy na świecie. Gdy widzi w lusterku własną, niemłodą już twarz, postanawia córkę królewnę uśpić. Od tej pory dziewczyna po kilka razy dziennie słyszy, że jest brzydka, okropna, do niczego. Wyrasta w przekonaniu, że nie zasługuje na miłość. (...)
31 marca, 2010
29 marca, 2010
Czasem spojrzenie z dystansem na czyjąś sytuacje pozwala mi zobaczyć jak proste mogą być jej rozwiązania. Widzę wtedy jak ludzie sami je sobie komplikują, nadają jakieś znaczenie, oblekają je w swoje przekonania. Zaplątani, pozamykani nie potrafią zobaczyć wyjścia, które grzecznie obok nich siedzi i tylko modli się o to żeby zostać zauważonym. Mówię również o sobie. Ja sama chciałabym je zawsze umieć zauważyć albo usłyszeć akurat wtedy od kogoś: popatrz...o ile może być prościej.
"Czyż nie jesteśmy jak osy spędzające cały dzień na bezowocnych próbach przelecenia przez szybę, gdy druga strona okna jest otwarta na oścież?"
- Wei Wu Wei
26 marca, 2010
Chwilowe zbieranie nowych sił po długiej zimie.
22 marca, 2010
Musi być stąd jakieś wyjście, powiedział błazen do złodzieja,
"Zbyt duży tu bałagan, nie mogę odetchnąć.
Businessmeni wypili moje wino, oracze rozkopują moją ziemię,
Żaden z nich nie ma pojęcia jaka jest tego wartość."
"Nie ma się co unosić," powiedział uprzejmie złodziej,
"Jest nas tu wielu, którzy czują, że życie to tylko żart.
Lecz ty i ja, już przez to przeszliśmy i nie jest to nasz los,
Więc przestańmy mówić fałszywie, godzina jest już późna."
Z wieży strażniczej, spoglądali książęta
Podczas gdy wszystkie kobiety chodziły tam i siam, bosa służba też.
Gdzieś w oddali zamruczał żbik,
Dwaj jeźdźcy się zbliżali, wiatr zaczął wyć
Już wiosna, słońce na gębie , Przez miasto idę futerał w ręce, szybki krok Obcasy długie, krótkie sukienki. Parami chodzą panienki, przyciągają panów wzrok. Chłopcy się w parku pobili, pijacy się wszyscy popili, pod krzakami tyłem do nas śpią. Kochankowie na ławkach się całują, ludzie się tym nie interesują, babcie nie mają gdzie siąść. W parku się spotkały matki, nagadują na sąsiadki, w kawiarniach się zrobił tłok. Dzieci grzebią w brudnym piasku, gonią, robią dużo wrzasku. I znów minął jeden rok... W całym mieście kopią dziury, na niebie ciche chmury ukradły cały spokój nam Człowiek mały w tym całym huku wybija takt na bruku piosenki o tym, który przez miasto idzie i jest sam.
Dzisiejszego wieczoru myślę, że mam duże szczęście. Moje dziękuje, dziękuje, dziękuje krąży po wszechświecie, biega po słonecznych promieniach w czerwonej sukience jak dziecko.
19 marca, 2010
Parę zdjęć z sesji dla Roberta Cyndlera zrobionej jakiś czas temu.
18 marca, 2010
I znów...
Trasa Zakopane-Łódź.
Serdecznie witamy na pokładzie statku kosmicznego pekaes. Witamy naszą stałą towarzyszkie podróży Stefanie Rozhulantyne Czapajewne. Zapraszamy na lot pod Lipę.
Czasem brakuje mi miejsca gdzie mogłabym osiąść w spokoju na dłużej, tzn. takie miejsca są tylko ja szybko się z nimi rozstaje. Potrzebuje takiego miejsca, ach... przytulenia, które dodałoby mi tyle energii, brakuje mi męskiego pierwiastka, który mnie ciepło utuli. A ja w kółko o tym samym i tym samym...aż mnie to zaczyna męczyć! hmmm...
Tak naprawdę patrząc na to co przed chwilą napisałam trochę się sobie dziwie. Znając już prawa wszechświata, wiedząc jak to wszystko działa, inaczej powinnam formułować swoje myśli...ale widocznie nauka nadal trwa, ach niech trwa...do końca życia...
Wciąż pisze o tym czego mi brakuje i obracam się w energii ciągłego nienasycenia. Jeśli wysyłam do wszechświata myśli o tym, że mi brakuje, to będzie pewnie brakować coraz bardziej. Ależ się publicznie przyłapałam...no proszę. Więc co ? Przerzucamy myślenie na inne tory prowadzące do kwitnącego, pachnącego raju : ) ...mhmmm
Zima tu jest piękna, ale mam ochotę już wskoczyć na rower i poczuć w nozdrzach wiosenne, miłosne zapachy, dźwięki, kolory.
Aha...ładna inspiracja mi przyszła dziś na pocztę, może kogoś zainspiruje również : „Nie uskarżaj się, że różany krzew ma kolce. Ciesz się, że kolczasty krzew nosi róże"
SamokhinBand - mój sąsiad z Sienkiewicza, nasz łódzki zespół, czuć w teledysku nasz łódzki klimat, czasem trafiam na ten zespół będąc w naszym przecudownym mieście ;)
16 marca, 2010
Gdzie jesteś ? Czy chronisz się przed słońcem pod afrykańskim drzewem ? ...a może jedziesz na rowerze po którejś z uliczek Idaho?, ...a może wcinasz makaron we Florencji oglądając "Męża fryzjerki"?, ...a może siedzisz na hiszpańskiej plaży słuchając muzyki ?. Może jedziesz tramwajem po ciasnych uliczkach Portugalii ? Może już dawno śpisz, w jakimś łóżku, w którymś z polskich miast ? ...a może też siedzisz gdzieś w górach, przy jakimś stole coraz bardziej śpiący,piszesz bloga, słuchasz Gordot i myślisz o drugiej połówce. Może jesteś bardzo, bardzo blisko ?
Boys like to think they can have it all
Well they don't know they're still so small
All that they see is live is opportunity
Guys like to think theyl get any girl
That just one look, one quick twirl
That these acts alone will buy him a way into my home
No well they don't know, no they don't know
All that I'm dreaming of
They don't know you know that they don't know
That all that I need is love
So much of these times have been physical
Well all the love now where'd it go?
Could it be my words are all together totally absurd
All of the men I know laugh at me
They don't listen, they can't see
I'm falling apart 'cause no one will acknowledge my heart
No they don't know, no they don't know
All that I'm dreaming of
They don't know, you know that they don't know
That all that I need is love
So Ill take my thoughts and just walk away
Well I've said all that I can say
But I'm still dreaming of
The day that I will find my love
The day that I will find my love
The day I will find my love
15 marca, 2010
Mam mieszane uczucia. Czasem brakuje mi cierpliwości i chciałabym już teraz móc się dzielić życiem z kimś (z nim, który już mieszka w mojej wyobraźni), z drugiej strony jestem dobrej myśli i wiem, że to za chwile może się stać i jestem pokorna, grzeczna i optymistycznie nastawiona. Przychodzą jednak takie momenty kiedy mam ochotę stanąć gdzieś na jakimś polu, przed fascynująco rozpostartą przede mną przestrzenią i wykrzyczeć do niej wszystko co chodzi mi ostatnio po głowie. Depeche Mode- Peace
Pokój przyjdzie do mnie
Zostawiam za sobą gorycz
Tym razem oczyszczam swój umysł
Nie ma miejsca na żale
Będę pamiętał, żeby zapomnieć
Po prostu spójrz na mnie
Idę, miłość pod postacią człowieka
Spójrz na częstotliwość z jaką wibruję
Zamierzam oświetlić świat
Pokój przyjdzie do mnie
Zostawiam złość w przeszłości
Ze wszystkimi cieniami, które ona kosztowała
W moim sercu jest radar
Któremu od początku powinienem był ufać
Tylko spójrz na mnie
Jestem żyjącym aktem świętości
Dającym wszystkim przekonania, które posiadam
Zamierzam oświetlić świat
Pokój przyjdzie do mnie
Po prostu czekaj i patrz
Pokój przyjdzie do mnie
To zamierza się stać
Pokój przyjdzie do mnie
Po prostu czekaj i patrz
Pokój przyjdzie do mnie
To jest nieuniknione
09 marca, 2010
Nie mogę spać, myślę już o dalszej podróży, znowu (z przyjemnością lecz lekkim rozdarciem) trzeba się spakować, jechać, znów czegoś nauczyć, znów coś odkryć, znów docenić pewne rzeczy, o których się trochę zapomniało i przypadkiem odkryć coś jeszcze nowego co towarzyszy mi od dawna ale z jakieś powodu nie zobaczyłam tego wcześniej.
Jedyne o czym teraz marze to kochające ponad wszystko męskie, ciepłe ramiona (pozwolę sobie na taką intymną dowolność z okazji dnia kobiet) i podróże...czuje, że coraz bliższe realizacji...bo coraz bardziej dojrzewają we wnętrzu.
03 marca, 2010
Habibi Habibi Szecherezada śpi, cały świat śni...
Czy ludzie jeszcze się spotykają czy tylko się chowają się za laptopami w ciepłym fejsbuku ?
Do wszystkiego można się przyzwyczaić ale ja chyba zaraz zwariuje...
Oj tak...pogadać z kimś, napić się, iść na jakiś koncert, jechać gdzieś, jechać daleko...
Szecherazda tylko śni i bezdźwięcznie marudzi, cholera! Co tam antybiotyk, jutro idę się napić.
Przyszła mi taka inspiracyja na pocztę, no niesamowite! "Czasem pytania są skomplikowane, a odpowiedzi proste."
02 marca, 2010
Leżąc w półmroku, na zmęczonym łóżku pachnącym leczniczą cebulą i niegroźną grypą, zadałam sobie pytanie ... tak, to pytanie, o którym tyle wcześniej pisałam.
Przyszedł On...cholera...właśnie nie On, a Ona-odpowiedź.
Przyszła odpowiedź i powiedziała: Stefa, jeśli ma do Ciebie przyjść coś dobrego to przyjdzie z lekkością, nie będziesz musiała upierdliwie o tym myśleć, zapomniałaś czegoś my się uczyły ?
Więc wiemy już też, że nie ma PRZYPADKÓW. Znaleźliśmy dziś : żabę z monetą w pysku, słonia, i wisiorek z matką boską.
Kuruje się, moje nogi niecierpliwią się do wyjścia, moja dusza pije gdzieś w barze, leże i na zmianę czytam po raz któryś Zero ograniczeń, szyje kolejną czapkę i śmigam bezsensownie po internecie, oglądałam również 25 godzinę, ten film mocno mną poruszył.
Mam dziwny nastrój...oj nie, nie jest zły, jest dobry...znów tak mocno zatopiłam się w moim świecie, czuje wszystkie zapachy, wszystkie moje dźwięki. Chciałabym kiedyś pokazać komuś ten kawałek mojego świata. Myślę, że od razu się rozpoznamy.
Dawno tak źle się nie czułam, jakaś gorączka i inne dolegliwości, to jakaś psychosomatyczna historia, dopadło mnie to co tam kisze w środku - uczucia niewypowiedziane. Ach...a można by było prościej...co Eva ?
Rozmawiałam dziś z moim przyjacielem, który siedzi w Stuttgarcie więc rozmowa niestety odbyła się wirtualnie. Zastanawialiśmy się nad tym wczorajszym moim pytaniem : Czas ucieka ale czy naprawdę należy mówić wszystko co czujemy w obawie przed uciekającym czasem ?
Dave stwierdził, że życie to hazard, ryzyko, że należy mówić co się czuje jak najprędzej, odważnie, oczywiście się zgadzam, i wiem że odwaga ma dużą siłę ale może brak mi jakiegoś wewnętrznego bezpieczeństwa, cholernej śmiałości żeby niektóre rzeczy powiedzieć, czuje, że gdybym to przełamała mogłabym żyć jeszcze pełniej.
Jeszcze Dave przesłał mi takie święte słowa : Time and patience is all we need/Czas i cierpliwość jest wszystkim czego potrzebujemy. Taaak...
A jeszcze przed momentem Kundera podsunął mi takie słowa : "Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki, jaki jest, żeby nie wstydził się chcieć tego, czego chce i marzyć o tym, o czym marzy. Ludzie są na ogół niewolnikami konwenansów. Ktoś im powiedział, że powinni być tacy i tacy, i starają się być takimi aż do śmierci, nie wiedząc nawet, kim byli i kim są naprawdę. Nie są więc nikim i niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie. Człowiek przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą."
Już układałam się do snu, ale naszła mnie taka wieczorna myśl więc postanowiłam jeszcze odpalić komputer i napisać. Mam w telefonie moje krótkie notatki – takie zarodki , które spisuje np. w pekaesie, tramwaju, podsłuchańce na rynku, albo myśli, które wpadają mi do głowy o trzeciej nad ranem kiedy mam problemy ze snem, a mój umysł jest tak zmęczony, że strzela mi tylko różnymi czasem na pierwszy rzut oka świetnymi konkretami lub rozwiązaniami, których zapominam po paru sekundach. Olśnienie to jest tak silne w tych paru chwilach, że czuje się jakbym pojęła wtedy całe (przynajmniej swoje) istnienie.
Do rzeczy, czytam w telefonie notkę, którą zrobiłam pod wpływem emocji, może o 4 nad ranem, nie wiem, nie pamiętam. Stanowi ona jednak sens moich dzisiejszych rozmyślań. Do rzeczy (po raz drugi ) : Czas ucieka ale czy naprawdę należy mówić wszystko co czujemy w obawie przed uciekającym czasem ?
Hej!, hej!, Ty ! Ty właśnie! Mistrzu!, który siedzisz w czubku mojej głowy(jak dzieciak na trzepaku) trzymając w rękach słoneczne promienie, które smyrają mnie po duszy (czyli trochę nad pępkiem). Mistrzu! Hej! Może znasz odpowiedź na to pytanie ?. Bardzo proszę powiedz Ty mnie szybko odpowiedź bo się wstrzymuję od atomowego wybuchu emocji.
Przed wyjazdem w dworcowym kiosku rzuciła mi się w oczy gazeta „ Podróże”, na okładce Kubanka z cygarem w ustach, mimo słabych funduszy musiałam kupić te gazetę. Nie raz wspominałam jak bardzo marze o wyjeździe na Kubę, kiedy oglądam Buena Vista Social Club zawsze kręcą mi się łzy w oczach, kiedy czytałam ten artykuł czułam to samo, wszystko co w nim jest zawarte jest mi bardzo bliskie i poruszające. Wstawiam jego fragmenty z powodu 20 minutowej baterii w laptopie.
„Na lotnisku w Hawanie witają nas nie tylko pulsujące dźwięki rumby, ale i duchota, zapach
cygar (a jakże) oraz lekkiej stęchlizny, tak typowy dla tropików. Młody człowiek z wyglądu bardziej Niemiec niż autochton, wymachuje kartonową tablicą z naszym nazwiskiem. Ma nas zawieść do naszej casa particular, kubańskiego odpowiednika pensjonatu. Nocna jazda przez ciemne zaułki przeraża nieco Kasie, która jest tu pierwszy raz. Choć prawdę powiedziawszy, miasto nie wygląda gorzej niż taka ulica Kilińskiego w mojej rodzinnej Łodzi. Odrapane, odpadające tynki, zawalające się balkony i obskurne podwórka niezależnie od szerokości geograficznej dają takie same świadectwo wyższości jedynego słusznego ustroju politycznego.
BUENA VISTA SOCIAL BALKON
W Polsce zostawiliśmy zimę i błoto na chodnikach. Teraz rozkoszujemy się słońcem ,śniadaniem na tarasie, najlepszą na świecie kawą przygotowaną przez naszą gospodyni i luzem, jakiego zaznać można wyłącznie na Kubie. Z otwartego na oścież balkonu w przeciwległym budynku zaczynają docierać do nas pląsy głębokiego kontrabasu. Dołączają do nich kongi, bongosy i cała bateria instrumentów perkusyjnych. Potem rozbrzmiewają srebrzyste dęciaki i wreszcie wchodzi ciepły, seksowny głos wokalisty. Brzmienie jest jędrne, prawdziwie analogowe. Prywatna orkiestra balkonowa używa zapewne wzmacniacza lampowego, rówieśnika naszej lodówki. W jednym momencie przypominam sobie jak będąc nastolatkiem, sam puszczałem muzykę przez szeroko otwarte okna, aby słuchała ze mną cała dzielnica. Płyta nazywała się „Elvis Regresa” i była kubańska podróbka amerykańskiego oryginału "Elvis is Back". Były to czasy kiedy godzinami czekałem pod kioskiem Ruchu na dostawę „Przygody” marząc o podróżach. Najwyżej na mojej liście upragnionych celów stały ojczyzna Elvisa oraz kraj, który nic sobie nie robił z praw autorskich i podrabiał jego płyty.
WUJA BĘDZIESZ SŁUCHAŁ
Włóczymy się uroczymi uliczkami przypominającymi czasy gdy Kuba była hiszpańską kolonią. Z każdego mijanego baru słychać graną na żywo muzykę. Wchodzimy posłuchać i orzeźwić się kawą lub drinkiem. Każdy zespół ma w swym repertuarze „ Chan, Chan”, utwór rozpoczynający kultową płytę Buena Vista Social Club. A każdy Kubańczyk, z którym rozmawiamy, ma w swojej rodzinie wuja grającego w tej formacji. Na pięknym rozległym Plaza Vieja zasiadamy przy stoliku przed restauracją i zamawiamy świeża rybę z grilla. Jest bosko, przygrywa orkiestra. Zgadnijcie, co gra jako drugi utwór od naszego przyjścia? Szwędając się po starówce, trafiamy przypadkiem do La Floridita. W 1943 znalazła się na liście siedmiu najbardziej kultowych barów świata sporządzonej przez prestiżowe pismo „Esquire”. Tu przesiadywał Hemingway, spijając daiquiri w specjalnie dla niego przyrządzanym wariancje papa doble o podwójnej zawartości rumu. Rekord noblisty, 16 takich drinków przy jednym posiedzeniu, do dziś nie został pobity. Nawet nie myślimy ścigać się z pisarzem: chodzi bowiem o, bagatela, 1,6 litra rumu.
Z BOLKIEM I LOLKIEM NA KUBIE
Z Santiago wynajętym autem ruszamy w stronę Baracoa, miasteczka wybudowanego w miejscu, gdzie Kolumb zszedł na ląd. Oddzielona od świata górami i morzem Baracoa żyję trochę osobnym życiem i – co wydawało by się niemożliwe- jeszcze bardziej leniwym tempem niż reszta kraju. A kiedyś była to pierwsza kubańska stolica i stąd rozpoczął się podbój wyspy. Jadąc drogą wzdłuż morza, a potem górskimi serpentynami, skracamy sobie czas rozmową o Kubie. Co sprawia, że jestem tu po raz trzeci i wiem, że nie minie tydzień po powrocie, a znów będę tęsknił i planował następną wyprawę ? Może jest to optymizm Kubańczyków i ich apetyt na życie wbrew wszystkim trudnościom. Słońce i ciepła woda oczywiście też. Ale chyba najbardziej chodzi mi o to, że wyjazd na Kubę to podróż w czasie do mojego dzieciństwa. Stare „ maluchy”, sąsiedzi rozmawiający ze sobą i dzieci bawiące się na ulicy. Możecie nie uwierzycie, ale są tu nawet Bolek i Lolek biegnący po ekranie prześcieradła rozciągniętego nad ulicą „
Jerzy Modrak
I znów jadę do Łodzi. Z „domem” na plecach jak cygańskie dziecko, w którym mieści się mój duch, umysł, ciało, muzyka bez której nie umiem podróżować, kilka książek, aparat, laptop, jakieś ciuchy, kilka groszy na przejazd, tysiąc myśli, marzeń i wiele innych rzeczy. Jadę do mojego domu pod lipą, do nauki, do pracy. Niedługo tu wrócę. Zachłysnę się ledwo tamtym domem i klimatem łódzkim, wejdę na moment w jakiś swój tamtejszy świat, stworzę mój klimat w mojej zonie, w której będę się mościć jak kot na miękkiej poduszce i za chwilę przyjdzie czas żeby znów zmienić miejsce, wziąć swój świat na plecy i powędrować dalej. Nie ma czasu na zarzucanie kotwic, na przysposabianie się. To niezakotwiczanie się uczy mnie pełniejszego odczuwania chwil.Przecież i ja ziemi tyle mam
ile jej stopa ma pokrywa
dopokąd idę
24 lutego, 2010
I tak z listy moich marzeń to kolejne, być tam, poznać i poczuć jeszcze dosłowniej.
"Nie ma nic piękniejszego niż chwile przed podróżą, chwile, gdy jutrzejszy horyzont przychodzi nas odwiedzić i dać nam swoje obietnice."
Milan Kundera
Jednym z największych moich marzeń jest zbudowanie domu tutaj w górach. Pisałam o nim tu już parę razy ale nigdy nie opisałam go ze szczegółami, to dla mnie zbyt intymne ponieważ czekam na drugą osobę, która będzie miała ochotę decydować wraz ze mną. W moich wyobrażeniach wchodzę do mojego górskiego domu kiedy tylko chcę, gdy tylko się w nim znajdę od razu się uspokajam, zawszę widzę go w ten sam sposób.
Kiedy dziś jechałam krętymi drogami przez słoneczne góry, przyszła do mnie ciepła myśl w której była mocno zaznaczona pewność, że ten dom już tu jest. Ogromna pewność. Jak spędzić życie to tylko tu. Nawet zapach dymów z kominów połączony z ostrym, czystym, zimnym powietrzem powoduje u mnie miłe dreszcze, a widok gór budzi we mnie najpotężniejsze myśli jednocześnie uspokajając umysł. Po powrocie do domu dostałam inspiracje na pocztę email :
"Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię."
Szanowne obywatelki ! Kobiety na brony! Kobiety na traktory! Naprzód do walki o szczęsliwą wieś polską ;)
( ponieważ wędruje samotnie to zdjęcia zrobiłam
z naturalnego statywu czyli przywiązałam linką aparat
do drewnianego kołka na miedzy hej! :) )
17 lutego, 2010
Zmywam naczynia, słucham Bakera, który bardzo łagodzi dźwiękami całe pomieszczenie, z tymi dźwiękami przychodzi do mnie również inspiracja.
...Tak sobie myślę, że uczę się cierpliwości w stosunku do siebie, do życia, do swojej samotności. Przyszło mi na myśl, że najpierw muszę poczuć się dobrze z samą sobą, później przyjdzie i czas na inne rzeczy, zresztą nie po raz pierwszy o tym myślę, ale teraz to czuje szczególnie wyraźnie. Jestem coraz bardziej pokornym uczniem, czasem brakuje mi cierpliwości i wpadam w złość ale za chwile przywołuje do siebie inne myśli, które odsuwają ode mnie te pierwsze-negatywne.
Tak wędrowałam dziś godzinami po białych polach i przyszła do mnie jedna odpowiedź od mojego uspokojonego umysłu... i wiem...za dużo oczekiwałam, przygniatałam różne sytuacje i osoby moim energetycznym oczekiwaniem, nosiłam ze sobą wszędzie tysiące intencji i chęć kontrolowania. Zrobiłam sobie małe oczyszczenie umysłu patrząc na śnieżne przestrzenie, podczas tej podróży spadł ze mnie ciężar. Gdzieś po drodze w śniegu zgubiłam wielki znak zapytania, który zasnął pod drzewem jak niepozornie wyglądający miś polarny. "Mawiaj do mnie zawsze : wszystko jest możliwe, ja mogę stać się wszystkim, co budzi mój podziw. Mogę zostać pisarzem, artystą, wynalazcą, mówcą, mogę się zrobić, jak chcę, pięknym, gibkim, zdrowym i szczęśliwym. Żywić nadzieje wbrew wszelkiej nadziei jest wielką mądrością "
| zdjęcia mojego ulubionego drzewa to eksperyment, zrobiłam filtr z mojego szkła od okularów słonecznych i wyszły takie kolory co mi się kojarzy trochę z japońskim malarstwem, jest też zdjęcie zakochanych starych drzew, które lubie odwiedzać :) |
znalazłam gdzieś zapomniane zdjęcia z Barczello
15 lutego, 2010
„ Urodziny powinny być szczęśliwymi dniami, dniami dziękczynienia za to, że się żyje i jest się zdrowym – zawołał Mir. – Wiek nie ma nic wspólnego z kalendarzem. Wiek jest po prostu dojrzewaniem umysłu i ciała.(...) My doszliśmy do przyjmowania jako fakt, że ludzkie życie dzieli się na trzy okresy: młode lata, wiek średni i bogate lata. W młodych latach dominują sprawy przyjemności i pragnienia władzy. W wieku średnim następuje wzrost równowagi i zrozumienia, bez utraty przyjemności i dążeń z młodych lat. W latach bogatych – o wiele lepszych, najlepszych ze wszystkich osiągamy dojrzałość, zrozumienie, zdolność do sądzenia i oceny oraz wielki dar tolerancji – wszystko to w połączeniu z cechami dwóch poprzednich okresów
Takie oto przesłanie z krainy Hunzów, królestwa wiecznego zdrowia, przekazuje ludziom Zachodu Amerykanka Renee Taylor. Zafascynowana tym wąskim skrawkiem ziemi ( 160 km długości i 1600 m szerokości) we wschodnim Pakistanie, próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego właśnie tu człowiek ma ochotę wypowiedzieć owo magiczne faustowskie „ trwaj chwilo, jesteś piękna „
Autorzy piszący o krainie Hunzów używają zwykle określeń patetycznych: ogrody Edenu, raj na ziemi, kraina wiecznej młodości... Nie ma tam więzień, policji, wojska gdyż od 130 lat nikt nie popełnił żadnego przestępstwa. Nie istnieją takie plagi współczesności, jak strach, nienawiść czy zazdrość. Hunzowie rozwinęli natomiast w sposób wręcz niezwykły pozytywny stosunek do życia. Do każdego czekającego ich zadania podchodzą spokojnie, bez zamartwienia się z góry o rezultat pracy . W realizację każdego zadania wkładają niezbędną porcję entuzjazmu i wiary w siebie.
„Pewnego dnia, gdy Mir i ja omawialiśmy problem braku ziemi – pisze Renee Taylor – on powiedział spokojnie. No cóż, gdy góra jest na naszej drodze my po prostu musimy przesunąć ją” Nie żartował, mówił zupełnie poważnie. Nie mam wątpliwości, że gdyby powstała potrzeba „ przesunięcia góry” wtedy Mir i jego ludzie znaleźliby sposób, aby to zrobić”
Ale przede wszystkim znaleźli Hunzowie sposób na długie, szczęśliwe życie. Renee Taylor spotykała tu aktywnych normalnie pracujących 125, nawet 145-latków. „ Bezczynność stanu spoczynku jest znacznie większym wrogiem niż praca”
Od dnia urodzenia Hunza nigdy nie jest rozpieszczany. Zachowuje aktywność do śmierci i nie myśli o starzeniu się. Tutaj jest miejsce tylko na myślenie o rzeczach potrzebnych. Zmartwienie o takie rzeczy, jak tykanie zegara lub odwracanie kartek kalendarza jest głupotą.
Hunzowie wiodą życie pełne miłości, aprobaty dla świata, życie bez udręki, i rozczarowań. Któż z nas nie chciałby tak właśnie przeżyć swoich dni ?
Dlatego właśnie nam wszystkim – wiecznie śpieszącym się, zapracowanym, zżeranym ambicjami lub paraliżowanym brakiem wiary w siebie – wyjdzie na dobre poznanie sekretów zdrowia i szczęścia Huznów. Ta niewielka acz niezwykła książeczka pokazuje, że klucz do szczęścia każdy z nas trzyma we własnych dłoniach.
Nina Grella "Małe cuda codzienności"
Jakże to jest baco, że jak jo przyjeżdżam w te moje kochane góry to inaczej żyje. Papierosów nie tykam, zdrowo jem, karton mleka codziennie wypijam, na spacery chodzę, większą mam przestrzeń dla swojego umysłu, stan ducha mi się zmienia i to w moment. Ale to dziwne.
14 lutego, 2010
To cudowne amerykańskie święto funny velentines... ;)spędziłam na stoku szalejąc solo na nartach, bardzo było mi to potrzebne, piknie dzisiaj góry widać.
13 lutego, 2010
I znów jestem w ukochanych górach, bardzo mnie oczyszczają, jaki tu jest spokój...wystarczył mi jeden wieczorny spacer, górskie powietrze i już odzyskałam spokój.
Pochodzę po moich ukochanych miejscach...za którymi się już stęskniłam..., jutro może wybiorę się na narty. Wróciłam z Łodzi zmęczona, tutaj zahamowałam wraz z wolniej płynącym czasem, harmonijnie dopasowałam się do niego, szybko odzyskuje siły. Teraz leże, czytam książkę „Małe cuda codzienności” Niny Grelli, słucham Gordot ...i spokojnie odpływam.
Przeczytałam dziś wywiad z Jaśkiem Melą w wysokich obcasach, bardzo spodobał mi się taki fragment który postanowiłam umieścić: Kiedy coś tracimy, to zawsze dostajemy coś w zamian bo człowiek nie może być dziurawy (...) Wziąłem też udział w wyprawie na Kilimandżaro. Ania Dymna uzbierała ekipę ludzi połamanych, pokręconych, na wózkach, niewidomych, bez płuc. Pokazaliśmy, że można. A jak my możemy, to możecie i wy.
1) Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.
2) Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję - poczucia bezpieczeństwa.
3) Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, pók...i jest to jeszcze w ogóle możliwe.
4) Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.
5) Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.
6) Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.
7) Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.
8) Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga !
9) Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.
10) Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.
11) Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.
12) Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dlatego nie zawsze się rozumiemy.
13) Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.
14) Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.
15) Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.
16) Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.
17) Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.
18) Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.
19) Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.
O ile bohaterami środowego koncertu Depeche Mode byli na spółkę Dave Gahan, Martin Gore (genialne wykonanie "Home") i fenomenalna publiczność, o tyle w czwartek dzielił i rządził już tylko ten pierwszy. Wokalista DM szalał, tańczył, kręcił piruety ze statywem, grał z publicznością już od pierwszych sekund otwierającego wieczór "In Chains".
Gdy półtorej godziny później wyprężył się jak struna na końcu wżynającego się w publiczność wybiegu i przyłożył rękę do czoła, w jednej sekundzie wszyscy widzowie unieśli w jego stronę ręce. Spod sufitu Areny wyglądało to jak zbiorowe złożenie hołdu. Gdyby było luźniej, cała hala padłaby na kolana. Gahan hołd przyjął, choć nie miał insygniów: korony, płaszcza i leżaka.
Koncerty DM są do siebie podobne nie tylko pod względem listy utworów (zaszły w niej tylko dwie zmiany). Gahan znów tuż przed bisami zdjął kamizelkę, prezentując przy ogłuszającym wrzasku komplet tatuaży. Tymi samymi słowy "przedstawił" Martina Gore'a po jego solowym popisie w "Home". Ponownie przywitał się okrzykiem "good evening Lodz!" i pożegnał, rzucając "see you next time".
Ortodoksów tym bardziej cieszyły drobne różnice. Simpson, łódzki depesz i menedżer Dekompresji, w której grubo ponad tysiąc fanów do rana omawiało koncerty i tańczyło przy muzyce DM, opowiada: - W środę wydawali się nieco przytłoczeni, w końcu grali przed kilkunastoma tysiącami fanatyków, jakich nie ma nigdzie w Europie. Na drugim koncercie Dave się wyraźnie rozkręcił. Znacznie częściej tańczył na wybiegu. A na koniec pokłonił się publiczności, czego nigdy nie robi! Byłem na 10 koncertach tej trasy. Te w Łodzi były zdecydowanie najlepsze!
Zuuuuupełne szaleństwooooo! Dawno się tak nie czułam, coś wspaaaaniałego !!! Drugi dzień z Depechami !!! Będzie mi Was brakować!!!! Chwilo trwaj wiecznie!
11 lutego, 2010
No i jestem po pierwszym depeszowskim dniu, kto nie był nigdy na koncercie Depechów ten nie wie, że to nie jest po prostu zwykły koncert...jest cała klimatyczna otoczka, którą tworzą depeszowcy wyrwani z lat 80, wystylizowani na wczesnych Depechów. To nie jest tak że każdy przychodzi na koncert osobno i tak z niego wychodzi, jeszcze przed koncertami w trakcie stania w kilometrowych kolejkach tworzy się jedność. :)
Nieźle na mnie zadziałał wczorajszy dzień bo w śniło mi się, że przyszedł do mnie budda, przytulił mnie bardzo mocno i szepnął mi na ucho bardzo istotną dla mnie tajemnice-przepowiednie dotyczącą mojej samotności...
Wierze, że to prawda!
;)
09 lutego, 2010
Wielkimi krokami zbliżają się koncerty Depechów, jutro i pojutrze spełni się moje marzenie. Uwielbiam ich...jak już nie raz wspominałam, uwielbiam teksty ich piosenek.
I can hear your soul crying
Listen to your spirit sighing
I can feel your desperation
Emotional deprivation
Let yourself go
Let yourself go
Let your feelings show
Picking up the conversations
Deep in your imagination
Tune into the lonely voices
Talking of their only choices
Let yourself go
Let yourself go
Let your spirit grow
Step out of your cage
And onto the stage
It's time to start
Playing your part
Freedom awaits
Open the gates
Open your mind
Freedom's a state
I can taste the tears falling
The bitterness inside you calling
Yearning for a liberation
Emotional emancipation
Let yourself go
Let yourself go
Let your senses overflow
Step out of your cage
And onto the stage
It's time to start
Playing your part
Freedom awaits
Open the gates
Open your mind
Freedom's a state
Daj sobie więcej swobody
Daj sobie więcej swobody
Okaż swoje uczucia
Gdy podsłuchuję rozmowy
Toczące się w twoich myślach
Wyłapuję samotne głosy
Które mówią o braku wyboru
Daj sobie więcej swobody
Daj sobie więcej swobody
Niech twój duch wzleci w przestworza
Wyjdź z tej klatki prosto na scenę
Czas już odegrac swoją rolę
Wolnośc czeka
Otwórz wrota
Otwórz umysł
Wolnośc to stan ducha
Czuję smak łez
I gorycz, która dusi się w tobie
Czuję tęsknotę ze swobodą
I uczuciową niezależnością
Daj sobie więcej swobody
Daj sobie więcej swobody
Pozwól zaszalec zmysłom
Wyjdź z tej klatki prosto na scenę
Czas już odegrac swoją rolę
Wolnośc czeka
Otwórz wrota
Otwórz umysł
Wolnośc to stan ducha
Konsystencja mojej energii znów się zmieniła, mój duch aż się śmieje z głębokiego poruszenia dawno nieużywanych zmysłów. To dziwne uczucie, energia jest ciepła, a może nawet jak wulkan nieśmiało pragnąca. Upijam się życiem.
Znów słucham i tańczę w samotności ale taką samotność sobie wybrałam... No cóż przyjdzie i czas na amar...
Już wszystko wiem, to takie proste, oczyściłam się z tej całej umysłowej plątaniny i już wiem...czuje się o wiele lepiej, a nawet bardzo dobrze, kiedy tak plączą się nieprzyjemnie myśli, moje ciało wtedy błyskawicznie reaguje w dość nieprzyjemny sposób. Cieszę się, że tak szybko się z sobą dogadałam. Teraz marzę o słonecznym spacerze w górach. Tęsknie już bardzo.
08 lutego, 2010
Dlaczego takie są reguły tej przegranej gry ?
Dlaczego myślę o czymś nierealnym ? ... i coraz częściej i częściej...
Nawet czasami boje się myśleć o tym bo myśli tworzą naszą przyszłość.
Mijam Cię szaleństwo obojętnie, czasem nawet trudno mi powiedzieć "cześć".
Nic nie wiesz i nawet przez myśl Ci nie przejdzie, może nawet się nigdy się nie dowiesz.
Nie piszę o miłości bo moje serce odpoczywa, mówię o rozpoznaniu duchowym, wystarcza mi jedno spojrzenie i już wszystko wiem.
To takie subtelności... bo czasem jest coś pomiędzy jest, a nie ma.
To sztuka dla kobiet i dojrzałych (?) mężczyzn (???) Och...
naturo...naturo...płatasz figle.
It's unfortunate that when we feel a storm
we can roll ourselves over 'cause we're uncomfortable
oh where the devil makes us sin
but we like it when we're spinning in his grip.
It's unfortunate that when we feel a storm
we can roll ourselves over when we're uncomfortable
oh well the devil makes us sin
but we like it when we're spinning in his grip.
Love is like a sin my love
For the one that feels it the most
Look at her with a smile like a flame
She will love you like a fly will never love you, again
07 lutego, 2010
Dostałam ostatnio w prezencie nagrania Szymborskiej ze Stańko. Słucham wieczorami. Znalazłam tam taki wiersz : Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach
Twarze. Miliardy twarzy na powierzchni świata. Podobno każda inna
od tych, co były i będą.
Ale Natura - bo kto ją tam wie -
może zmęczona bezustanną pracą
powtarza swoje dawniejsze pomysły
i nakłada nam twarze
kiedyś już noszone.
Może cię mija Archimedes w dżinsach,
caryca Katarzyna w ciuchu z wyprzedaży,
któryś faraon z teczką, w okularach.
Wdowa po bosym szewcu
z malutkiej jeszcze Warszawy,
mistrz z groty Altamiry
z wnuczkami do ZOO,
kudłaty Wandal w drodze do muzeum
pozachwycać się trochę.
Jacyś polegli dwieście wieków temu,
pięć wieków temu
i pół wieku temu.
Montezuma, Konfucjusz, Nabuchodonozor,
ich piastunki, ich praczki i Semiramida,
rozmawiająca tylko po angielsku.
Miliardy twarzy na powierzchni świata.
Twarz twoja, moja, czyja -
nigdy się nie dowiesz.
Może Natura oszukiwać musi,
i żeby zdążyć, i żeby nastarczyć
zaczyna łowić to, co zatopione
w zwierciadle niepamięci.
Gratulacyje Pani Stefo bo sesja już zaliczona i to piknie, ...teraz DM...już za 3 dni, teraz góry. Jestem dziś zmęczona ale wyszłabym z kimś na piwo ale wszyscy mają coś do zrobienia.
Tęsknie za czymś nie poznanym, albo i poznanym, za czymś co zdawać by się było nierealnym ale wyobraźnia każe mi odbyć tę podróż... to zupełna abstrakcja, a tak mi do niej blisko. Bardzo chcieć to bardzo móc. Udaje się na chillout poegzaminowy.
01 lutego, 2010
Otóż wśród form relaksu, wyróżniamy również relaks poegzaminacyjny, składa się na niego cisza, ja i czas płynący bez specjalnego pośpiechu i zobowiązań przynajmniej przez parę godzin bo jutro trzeba będzie porzucić ten relaks na rzecz następnego egzaminu. Seneków młodszych i starszych serdecznie pozdrawiam z oddali, Zenona z Kition również, Chryzypa z Soloj ściskam mocno, Kretschmera całuje w czółko i grzecznie proszę ażeby już opuścił to lokum, Pawłowa ściskam czule oraz jego psy. Antycypowaną wielkość gratyfikacyjną serdecznie również pozdrawiam lecz z lekkim dystansem psychologicznym i naprawdę pożegnajmy się już na dobranoc w dobrych stosunkach. Jutro wyniki z psychologii. Taram...taram...tadam
27 stycznia, 2010
Ilu znacie takich ludzi, którzy powód swoich życiowych niepowodzeń mogą znaleźć dosłownie wszędzie po za sobą. ...Wiesz jestem taka rozdrażniona bo feng shui mi nie trybi w domu, wiesz mam pecha bo od lat wisi nade mną klątwa, którą zawiesiła nade mną stara cyganka, wiesz nie mam powodzenia bo mam małe piersi po za tym w horoskopie napisali..., wiesz to wszystko przez tego dupka bo on mi powiedział że... itd.
Kiedy weźmiemy pełną odpowiedzialność za swoje życie stanie się rzecz straszna! Nie będzie już można szukać przyczyny w tym co poza nami. A to tak naprawdę największe wybawienie.
Czuje się wspanialeeeeee ( ;) hahaha ) przygotowuje się do dużego egzaminu z psychologii, już 3 tydzień uczę się do egzaminów. 8 już za mną z dobrymi wynikami.
Wszystko fajnie sobie płynie, radośnie i spokojnie. Pozwalam sobie ostatnio na dowolność, a mojej dowolności towarzyszy duża radość.
Przypomniało mi się dziś coś po obejrzeniu kolejny raz 1900 Człowiek Legenda...
Parę lat temu siedzieliśmy z przyjacielem w mojej magicznej kuchni... jeszcze na Sienkiewicza.
Rozmawialiśmy często do rana ale któregoś dnia postanowiliśmy napisać do siebie listy. W listach odpowiedzieliśmy sobie na pytanie : Jaką muzykę w sobie nosimy ?
Nie pamiętam tamtych melodii, nut ani treści listu ale pamiętam, że było to piękne doświadczenie...
17 stycznia, 2010
16 stycznia, 2010
"...albo otrzymasz coś solidnego, by na tym stanąć, albo zostaniesz nauczony jak latać." Ciąg powodzeń i dobry start w nową przestrzeń ... po odzyskiwaniu sił zaczynam latać, mam coraz solidniejsze skrzydła .
dzięki Kosa za inspiracje :) świeeeetnie się słucha.
12 stycznia, 2010
Czy chcesz czy nie siedząc rok w górach przesiąkniesz nimi. Czy chcesz czy nie stracisz dla nich duszę i serce. Ale kto by nie chciał ?
W góralskiej kamizelce owiana górskim powietrzem siedzę w autobusie do miasta włókniarek. Zza zaparowanej szyby widzę góralskie miasteczka w dolinie i piękne ośnieżone góry. Ciepłe łzy utęsknienia spływają mi po polikach. Będę tęsknić.
10 stycznia, 2010
Gdzież Ty jest Stefanio Rozhulantyno ?. Tak się wyciszyłaś i bardzo dobrze z jednej strony ale czuje w nozdrzach, że czas się upić wariactwem, nic dwa razy się nie zdarza ale dość milczenia Roz, gdzie fotografia ?, gdzie filmy?, gdzie jakieś wariactwa jak kiedyś ? Trza się tym znów zająć bo kocham to szalenie. Niech Ci w nozdrza dmuchnie szalony wiatr, i podskocz Ty jak koń zatańcz w górze kopytami i wio.
Pędzę, pędzę z nauką, jest tego mnóstwo, a już za tydzień pierwsze egzaminum.
„Trzeba zawsze być pijanym. Oto cała tajemnica i jedyny problem. Żeby nie czuć straszliwego ciężaru Czasu, co zgina wam ramiona i pochyla ku ziemi, bądźcie zawsze pijani.Lecz czym ? Winem, poezją lub cnotą, wybór do was należy. Ale bądźcie pijani.I jeśli zdarzy się , że na schodach pałacu, na zielonej murawie rowu, w posepnej samotności pokoju, obudzicie się, gdy upojenie zmniejszyło się lub znikło, zapytajcie wiatru, fali, gwiazdy, ptaka, zegara, wszystkiego, co ucieka, wszystkiego, co jęczy, wszystkiego, co się toczy, wszystkiego, co śpiewa, która jest godzina; a wiatr i fala, i gwiazda, i ptak, i zegar, odpowiedzą wam : „Jest godzina pijaństwa ! Żeby ujść niewoli i torturze czasu, badźcie zawsze pijani ! Winem, poezją lub cnotą, wybór do was należy
07 stycznia, 2010
Jakiś mam dziś cholernie nostalgiczny dzień.
Ehhh....
"Nie wierzę, że ludzkim losem włada Bóg
Ale wiem, że Ty mocno wierzysz w to
Ah gdybym też uwierzyć w niego mógł
Padł bym na kolana by błagać go
By nie dotykał włosów Twych
I nie budząc Cię ze snu
Swą mocą niepojętą prowadził Cię aż tu
Wprost w ramiona me...
Wprost w ramiona me...
Nie wierze, że mogą istnieć anioły
Lecz widząc Cię w niewiarę wątpię swą.
Ah gdybym wierzył przyleciałyby jak pszczoły
Bo jak kwiat nektarem wabiłbym je modlitwą
I anielskich światło świec oświeciłoby ciemności
Byś mogła iść jak święta w aureoli mej miłości
Wprost w ramiona me...
Wprost w ramiona me.."
Widzisz microcosm
W wizji makro
Nasze ciała się ruszają
Z czystą precyzją
Jedno uniwersalne święto
Jedna ewolucja
Jedno stworzenie
Piorunujący rytm
Rozciera się we mnie
Dalej mnie przejeżdżając
Zmuszają mnie bym zobaczył
Czysto i wyraźnie
Tam właśnie przede mną
Wspaniałe świecące
Zawikłane piękno
Widzisz microcosm
W wizji makro
Nasze ciała się ruszają
Z czystą precyzją
Jedno uniwersalne święto
Jedna ewolucja
Jedno stworzenie "
to jest moje miejsce spacerów i moje miejsce spokoju, zbliża się sesja więc siedzę i się uczę ale robię sobie takie miłe przerwy w postaci takich spacerów. Pikne słońce dziś było
Lubię kiedy nie wszystko na tym świecie jest pokazane do końca, ze szczerością gdzie nie ma dosłowności, lubię kiedy jest coś p o m i ę d z y jest, a nie ma. Nie lubię kiedy zawsze wszystko jest nazwane i poukładane, lubię intuicyjne podejście do życia i uwielbiam życiowych „intuicjonalistów”, którzy wyczuwają subtelności . Trudno dogaduje się z racjonalistami. Ludzie intuicyjni są wiecznie młodzi, mają świeże spojrzenie, są żywi i trudni dla racjonalistów. To dwie przeciwne bandy, które patrzą często na siebie jak na idiotów.
"Umysł intuicyjny jest świętym darem, umysł racjonalny jest wiernym sługą. Stworzyliśmy społeczeństwo, które oddaje cześć słudze, a zapomina o darze." Einstein
"Posłuchaj mnie. Kiedyś będziesz wspominała ten okres swojego życia jako słodki czas żałości. Stwierdzisz, że byłaś w żałobie, że miałaś złamane serce, ale że twoje życie uległo zmianie i znajdowałaś się w najbardziej odpowiednim do tego celu miejscu- w pięknym seminarium otoczonym łaską. Wykorzystaj ten czas, wykorzystaj każdą chwilę. Niech się wszystko ułoży samo, tutaj, w Indiach .
-Ale ja naprawdę go kochałam.
-Wielka mi rzecz. No więc się w kimś zakochałaś. Nie widzisz, co się stało? Ten gość poruszył pewne miejsce w twoim sercu, głębsze niż mogłabyś się spodziewać. Chce przez to powiedzieć, że zwaliło cię z nóg, mała. Ale ta miłość, którą wtedy czułaś, to dopiero początek. Dopiero posmakowałaś miłości. To tylko ograniczona, drobna, byle jaka miłość zwyczajnych śmiertelników. Poczekaj, a przekonasz się, o ile głębiej potrafisz kochać. A niech to...masz w sobie potencjał, żeby pewnego dnie pokochać cały świat. To twoje przeznaczenie. Nie śmiej się.
-Nie śmieję się. – Prawdę mówiąc znów lałam łzy. – I proszę, żebyś ty się ze mnie nie śmiał, ale chyba dlatego tak ciężko jest mi zapomnieć tego faceta, bo byłam przekonana, że jest moją bratnią duszą.
-Pewnie tak było. Twój problem polega na tym, że nie rozumiesz tego wyrażenia. Ludzie uważają, że bratnia dusza oznacza idealne dopasowanie, i tego właśnie wszyscy pragną. Tak naprawdę bratnia dusza to lustro, osoba, która pokazuje ci wszystko, co jest w tobie zdławione, osoba, która zwraca twoją uwagę na samą siebie, żebyś mogła odmienić własne życie. Prawdziwe bratnie dusze to prawdopodobnie najważniejsze osoby, z jakimi mamy do czynienia, bo to one obalają mury, którymi się otaczamy i powodują, że możemy się ocknąć. Ale zostać z bratnią duszą na stałe ? Nie. To byłoby zbyt bolesne. Bratnie dusze pojawiają się w naszym życiu, żeby odsłonić przed nami kolejną warstwę nas samych, po czym odchodzą. I dzięki Bogu. Twój problem polega na tym, że po prostu nie masz ochoty puścić swojej bratniej duszy. Ale to już koniec. Jego celem było potrząsnąć tobą, wyrwać cię z tego małżeństwa, od którego chciałaś się uwolnić, potarmosić nieco twoje ego, pokazać ci jakie nosisz w sobie przeszkody i uzależnienia, rozerwać ci serce, żeby mogło wniknąć do niego nowe światło, doprowadzić cię do takiej rozpaczy i bezradności, żebyś m u s i a ł a przeobrazić swoje życie, potem przedstawić cię twojej duchowej mistrzyni i zmyć się. To było jego zadanie i świetnie je wykonał, ale teraz jest już po wszystkim. A ty nie chcesz przyjąć do wiadomości , że ten związek miał tak krótki żywot. Jesteś niczym pies przy śmietniku, dziecinko...wylizujesz pustą puszkę, starając się jeszcze coś w niej znaleźć. Ale jak nie będziesz ostrożna, to zakleszczy się ona na twoim pysku i całkiem unieszczęśliwi. Więc daj sobie spokój.
-Kiedy ja go kocham
-No to go kochaj
-Tęsknie za nim
-No to tęsknij. Przesyłaj mu trochę miłości i światła za każdym razem, kiedy o nim myślisz, a potem daj spokój. Ty po prostu boisz się puścić jego ostatnie kawałki, bo wtedy rzeczywiście będziesz sama, a Ty śmiertelnie lękasz się tego, co się zdarzy kiedy będziesz sama. Musisz jednak zrozumieć. Jeśli opróżnisz całą tę przestrzeń umysłu, którą teraz zajmuje ci obsesja na punkcie tego faceta, powstanie tam próżnia, wolne miejsce...otworzy się p r z e j ś c i e. I zgadnij co świat zrobi z tym przejściem? Wedrze się przez nie – Bóg się wedrze- i napełni cię taką miłością, o jakiej nawet nie marzyłaś. Przestań więc używać go do zatkania tego przejścia. Puść go."
Z książki" Jedz, módl się, kochaj"
01 stycznia, 2010
Obejrzałam dziś film " święty dym ". Świetny film, polecam